„Droga” Cormac McCarthy

Ostatnio zrobiło się bardzo głośno na temat książki pana McArthy’ego „Droga”. Tu i ówdzie zapowiedzi nowego, wspaniałego, hollywood’zkiego filmu na jej podstawie, nagroda Pulitzera i jeszcze sporo pozytywnych opinii znanych ludzi. Zwykle wizja książki na motywach której amerykanie decydują się kręcić film jakoś mnie odpycha. Wiadomo czego można się spodziewać. Wydmuchany ponad wszelką miarę patriotyczny etos, wizja super narodu który mimo wszystko i tak stanie na nogi, motyw wiodący MY amerykanie i WY czyli reszta świata.

Książka robi kiepskie wrażenie na początek. 250 stron, spora czcionka, mały format, ot myślę sobie, dałem się naciągnąć na chwyty marketingowe. Zaciekawiła mnie jednak forma w jaką autor ubrał opowieść. Dialogi są przedstawione nietypowo. Czasami nie wiadomo nawet czy dane słowa padły czy zostały zaledwie pomyślane. Brak tu podziału na rozdziały. Całość podzielona jest na krótkie maksymalnie kilku akapitowe fragmenty.

Po kilku stronach lektury wiedziałem już, że będzie się działo. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie, aczkolwiek miałem wrażenie, jakbym czytał dziennik podróży pisany przez mężczyznę lub jego syna… Właśnie. Kolejnym niespotykanym elementem jest brak imion głównych bohaterów. Ot dwoje zagubionych, anonimowych ludzi idących do celu, lub w zasadzie bez celu.

W książce autor przedstawia postapokaliptyczną wizję kraju, z początku nie wiadomo nawet do końca jakiego. Co się stało również nie wiadomo i w sumie kiedy tak głębiej, po lekturze „Drogi”, się nad tym zastanowić to w sumie nieważne co się stało, gdzie się stało ani jak się stało. Ważny jest ON mężczyzna i ONO dziecko. Reszta to tło.

Książka jest szara, „zła”, bura. „Patrzy” na czytelnika. Czułem się zaszczuty, wręcz winny, że we mnie, w moim człowieczeństwie, gdzieś na skraju świadomości, może czaić się zwierzęca strona, zdolna do rzeczy tak makabrycznych jak opisane w książce.

Oto chyba właśnie w „Drodze” chodzi. Właśnie o to chodziło chłopcu który pilnuje ojca by ten nie przekraczał pewnej granicy. Więcej nie ujawnię bo naprawdę grzechem byłoby psuć Wam lekturę spoilerem.

Opowieść łapie czytelnika za gardło, ściska żołądek, nie pozwala odetchnąć, uspokoić tętna. Łapie i trzyma. Nie puszcza aż do końca. Zrozumiałem dlaczego całość jest podzielona na takie niewielkie części, zaledwie po kilka maleńkich akapitów… żeby można było odetchnąć! Oderwać wzrok na moment. Zastanowić się…

Absolutnie polecam!

Wydawca: Wydawnictwo Literackie

Ilość stron: 268

Data wydania: 2010

Moja ocena: 10/10

  1. Biorąc tę książkę do ręki byłam pewna, że to będzie jakiś kryminał. A gdzie tam. Ta książka przeraża lepiej, niż niejedno opowiadanie grozy. Pozostaje mi tylko podpisać się pod Twoją recenzją – brać i czytać!

  2. Kusi, kusi strasznie, ale styl jednocześnie odrzuca. Mam problem😉

    • Styl Ci nie przeszkodzi wierz mi! Jak napisała Miranda „brać i czytać!”. W moim rankingu to absolutny KLASYK!

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: