„Pan wilków” Andrzej Pilipiuk

Często bywa, że podczas tworzeni recenzji jakiejś sagi, nadchodzi moment w którym nie ma już za wiele do dodania. Tyczy się to przeważnie takich serii, które nie porywają oryginalnością i tempem akcji a autor nie sili się na nowatorskie rozwiązania, tylko hurtem „produkuje” kolejne tomy. Dzisiaj kolej na IV tom cyklu Oko Jelenia pióra Andrzeja Pilipiuka, zatytułowanego „Pan Wilków”. Czy dotknął go efekt serii?

Fabuła tym razem została rozbita na dwa kierunki. Marek i Hela wraz z towarzyszącymi im Rosjanami Borysem i Sadko, docierają (nie bez problemów zresztą) do wolnego miasta Gdańska, gdzie zajmują się sprawami, nazwijmy to umownie, lokalowymi. Na północy europy sprawy nie wyglądają już tak sielankowo. Główną uciechę, jak i największą dawkę emocji, zapewni nam tu nasz niezawodny kozak Maksym. Najtrudniej z całej ferajny zdecydowanie ma się jednak Staszek, który to wraz z tytułowym Panem Wilków… O tym musicie przekonać się sami.

Rozbicie nieskomplikowanej fabuły na dwa nurty nie do końca wyszło powieści na dobre. Podczas kiedy Maksym i Staszek biorą na siebie cały ciężar akcji, było nie było główny bohater Marek jakby się nudzi. Nie mogłem otrząsnąć się z wrażenia, że całe te bieganie po Gdańsku to taka zapchajdziura w sumie nic nie wnosząca do opowiadanej historii. Na całe szczęście akcja stopniowo wraz z pokonywanymi stronami, przyspiesza, by wciągnąć czytelnika niepostrzeżenie w wir zdarzeń. Za to właśnie Pilipiuka lubię. Potrafi stworzyć coś prostego i przyjemnego, takiego w sam raz dla relaksu. Ostatnie 150 stron zapadnie Wam, za sprawą gorącokrwistego Maksyma, głęboko w pamięć.

Do tej pory z moich słów, można by wnioskować, że całość nie wygląda za dobrze. Nie jest to jednak słuszny wniosek. Największą zaletą „Pana Wilków”, tak jak i w poprzednich częściach, jest tło historyczne. Świetnie przedstawione relacje hanzeatyckich kupców na Bałtyku, niuanse i zależności polityczne krajów nadmorskich i co było dla mnie najciekawsze, położenie Gdańska w całej tej złożonej „maszynie” handlowej. Autorowi udaje się tak sprawnie ukazać to wszystko, że czytałem naprawdę z przyjemnością coś, co zapewne wielu z was musiało żmudnie kuć z podręcznika historii.

Sam język powieści pozostał prosty i wyrazisty. Kto czytał jakikolwiek utwór tego pisarza, wie czego się spodziewać. Opisy nie są zanadto rozwleczone. Całość jest stosunkowo spójna, jednak trochę przyczepię się do tempa przebiegu zdarzeń. Miejscami miałem wrażenie, że akcja stoi wręcz w miejscu. Szczególnie było to odczuwalne w pierwszej części książki. Później na szczęście wszystko rusza do przodu i jest o niebo lepiej niż na początku. Sama końcówka, jak zresztą w każdym tomie tej sagi, kończy się takim zwisem, że naprawdę dobrze mieć pod ręką tom V.

Czas odpowiedzieć na zadane na początku pytanie. Pewnie po lekturze recenzji sami już wiecie jaka będzie odpowiedź. Tak, „Pana Wilków” zdecydowanie dotyka już efekt serii. Pilipiuk mógł spokojnie zakończyć sagę na tej części, miejsca było dość a wrażenie całości byłoby pewnie bardzo dobre. Zapowiadane są jednak kolejne 3 części. Mam spore obawy, czy autor będzie miał w nich jeszcze o czym pisać. Nie zrozumcie mnie źle, IV część cyklu Oko Jelenia, jest naprawdę dobrą powieścią. Czyta się ją z przyjemnością, nie dłuży się i dostarcza ciekawych historycznych faktów, którymi można potem zabłysnąć wśród znajomych. Jako część serii jednak, wywołuje pewne wątpliwości co do kolejnych części. Mimo tych wad zdecydowanie polecam. Warto!

Wydawca: Fabryka Słów

Ilość stron: 400

Data wydania: 2009

Moje ocena: 7/10

Recenzja opublikowana wcześniej na portalu Fantasy Book

  1. No to zebrałam pracowicie 5 tomów, które czekają na przeczytanie. Efekt serii jest dość bolesny, ale ja lubię serialowe powieści. Podobnie bardzo dobrze czytało mi się Martina „Pieśń Lodu i Ognia” – masz Grę o tron, bo się niedawno chwaliłeś. Niektórzy czytelnicy czytając to narzekali na nudę, że nic się nie dziej itp. Wg mnie działo się i to sporo, chociaż rzeczywiście, robiłam sobie przerwy między tomami.
    Wiem, że Może porównywanie Martina do Pilipiuka nie jest najszczęśliwsze, ale to długi cykl i to długi cykl. Ja tam lubię literackie seriale;)

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: