„Pan Lodowego Ogrodu” tom I, Jarosław Grzędowicz-

Dawno zapowiedziana i obiecana recenzja Pana Lodowego Ogrodu pióra pana Jarosława Grzędowicza. Zapraszam do lektury!

Jak jest z naszą rodzimą fantastyką, każdy widzi. Sporo jest dobrych czytadeł (Piekara, Pilipiuk), jest coś dla ambitnych (Dukaj), fantastyka historyczna też działa dobrze, w moim odczuciu mało jest jednak prawdziwej uczty dla wyobraźni. Brakuje na scenie spadkobiercy Sapkowskiego z jego nieśmiertelnym Geraltem. Grzędowicz wpadł w moje ręce w niezupełnie przypadkowy sposób. Zachęcony wieloma pochlebnymi opiniami zabrałem się za I tom Pana Lodowego Ogrodu w nadziei na coś więcej niż tylko przyzwoitego. Co z tego wyszło?

Sam początek książki nieco mnie zmylił, historia zaczyna się jak typowy S-F. Przyszłość, ziemia, nauka rozwinięta do poziomu pozwalającego swobodnie przemierzać galaktyki. Główny bohater imieniem Vuko Drakkainen, rusza na planetę Midgarard zamieszkaną przez istoty podobne ludziom z misją ratunkową. Stacja badawcza założona jakiś czas wcześniej, zaprzestała kontaktów z bazą. Zadanie jest proste. Ewakuować pracowników a wszelkie ślady zatrzeć. Kiedy nasz bohater ląduje na obcej ziemi, okazuje się, że nic nie poszło zgodnie z planem a z historii rodem z twardego S-F, przechodzimy w typowe fantasy i tak jest aż do końca. Równolegle, jakby w tle toczy się historia młodego Władcy Tygrysiego Tronu, którego poznajemy podczas szkolenia w Domu Stali.

Pan Lodowego Ogrodu został nagrodzony wyróżnieniami takimi jak Zajdel, Nautilus, czy Sfinks. Czy słusznie? Jak najbardziej. Akcja książki wciąga od samego początku. Autor nie kreuje świata, nie wprowadza czytelnika w realia ani nie zapoznaje z bohaterami, tylko od razu, wręcz brutalnie, rzuca nas w wir wydarzeń, które nie ustają, aż po sam finał pierwszego tomu i niejako przy okazji przemyca całe tło na jakim opowiadana jest historia. Grzędowiczowi zabieg ten udał się jednak na tyle skutecznie, że nie powoduje zagubienia podczas lektury jednocześnie niwelują przestoje, które mogły by być spowodowane przydługawymi wprowadzeniami otaczający świat.

Midgaard został przedstawiony niezwykle wyraziście. Rozmachem nie dorównuje co prawda chociażby Śródziemiu, w polskiej fantastyce jednak, już dawno nie przebywałem w tak wspaniałym, malowniczym i urozmaiconym świecie. Chaty drewniane tworzące wioski, palisady z zakończone ostrymi szpikulcami, śnieg, błoto i wszechogarniająca mgła. Nie wiem jak udało się autorowi, mimo tak skromnych objętościowo opisów, uzyskać tak realistyczny i zapadający w pamięć efekt.

Vuko Drakkainen jako główny bohater, również zasługuje na pochwałę. Nie jest to płaska postać, mająca za zadanie siekać, mielić i plądrować a wielowarstwowy człowiek z dylematami moralnymi, wahaniami, przeszłością i – na co ma nadzieję – przyszłością. Równolegle postacią wiodącą jest też, snujący opowieść, młody Władca Tygrysiego Tronu. Jemu także nie można odmówić złożoności. Kreacja ta zapada w pamięć. Jedyne zastrzeżenia mam do postaci drugoplanowych, które w moim odczuciu są czasami zbyt oczywiste, jednobarwne i wręcz banalne.

Czas zebrać wszystkie fakty i emocje razem i odpowiedzieć na pytanie, czy książka Grzędowicza okazała się godna miana wartościowej fantastyki. Pan Lodowego Ogrodu posiada wspaniały świat, wielowątkową fabułę, wciągającą, wartką jak cięcie miecza akcję, wyraziste postacie, które potrafią śmieszyć, zasmucać i wzbudzać litość a ponadto i może przede wszystkim – wciąga jak bagno, na błogie długie godziny. Czy więc warto? Panie i panowie, nie tyle warto co po prostu TRZEBA tę książkę przeczytać, inaczej stracicie coś… rzadkiego…

Polecam!

Wydawca: Fabryka Słów

Ilość stron: 544

Data wydania: 2005

Moja ocena: 9/10

  1. Zebrane fakty i wysoka ocena przekonują mnie do konieczności przeczytania tej książki. A właściwie rozpoczęcia kolejnej sagi, bo tego jest chyba więcej (?).

  2. Ha, czyli nie pozostaje nic innego, tylko wcześniej (niż później ;p) pożyczyć tom 1 od przyjaciół, którzy mają wszystkie 3 tomy. Bo ja ciągle posiadam tylko tom 2, a na resztę poluję😉

  3. Też wiele dobrego słyszałam o tej sadze, u mnie jest już w kolejce do kupna, a Twoja recenzja mnie w tym tylko utwierdziła🙂 ale najpierw zakup biblioteczki😛

  4. Beatrix
    Na razie są 3 tomy a ma być więcej:)

    enga
    Nom nie pozostawiam Ci wyboru, to po prostu trzeba przeczytać. Obok Wegnera chyba najlepsza aktualnie Polska fantastyka.

    magda
    Polecam przeczytać:) Jak wyżej, naprawdę warto.

    Recenzja tomu II lada dzień!

  5. Widzę, że o twórczości pana Grzędowicza mamy zdanie wręcz identyczne.:) Mnie dodatkowo zachwycił rozdział z bystretkami, taka metafora w naturze…

  6. Kusi, no kusi no!

  7. Moreni
    Rozdział o bystretkach był świetny. Chyba najlepszy z całej książki. Nie wiem jak Ty, ale ja czytałem go jednych tchem:)

    Aria
    Kusi, kusi… na zachętę dodam, że II tom, chociaż minimalnie słabszy wciąż jest mocny:)

  8. Ha, ekstra recenzja! Sprawiasz, że nie zwracam uwagi na kiczowatą okładkę i mam ochotę książkę przeczytać🙂

    • Ania
    • Październik 20th, 2010

    Też uważam, że Grzędowicz w swej powieści stworzył jeden z bardziej fascynujących światów…

    Szlag mnie tylko trafia, że tyle trzeba czekać na kolejne tomy!!!!

    • TA! Staram się dawkować sobie Pana Lodowego… tylko ile można czekać!
      Polecam Wegnera z jego Opowieściami z meekhańskiego pogranicza, podobny trochę stylem a jakością może i lepszy:) Jutro u mnie recenzja się pojawi:)

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: