„Blaze” Richard Bachman (Stephen King)

„Blaze” to ostatnia książka Stephena Kinga wydana pod pseudonimem Richarda Bachmana, pod którym autor wydał swoje wczesne dzieła. Charakteryzuje się ona pewną odmiennością w stosunku do pozostałych pozycji z kanonu autora. Tym razem nie dostajemy w ręce historii mrożącej krew w żyłach ani ociekającej posoką a raczej coś pomiędzy sensacją, thrillerem a czarnym kryminałem. Czy znany z nierównego pisania King, tym razem wylądował na szczycie sinusoidy? A może spadł na samo jej dno?

Głównym bohaterem książki jest tytułowy Blaze czyli Clayton Blaisdell, potężny ponad dwumetrowy mężczyzna, który po wypadku z dzieciństwa uległ częściowemu upośledzeniu umysłowemu. Fabuła toczy się dwutorowo. Rozdziały przedstawiające dorosłe, przestępcze życie Claya, przeplatają się z tymi ukazującymi dzieciństwo naszego bohatera.

Powieść zaczyna się niewinnie od zwykłej, nieudolnej kradzieży samochodu. King szybko jednak wykłada przed czytelnikiem większość kart, ukazując cały plan działania Blaze’a. Poznajemy także Georga czyli wspólnika naszego bohatera, który jest o tyle nietypową postacią, że nie przybiera materialnej formy. Początkowo ten typowo „królewski” zabieg, mącił moje domysły, szybko jednak okazało się, że moje misterne oczekiwania w stosunku do niego, okazały się przesadzone. Za zmarnowanie niezłego potencjału, dla autora minus.

Dziecięce lata Blaze’a robią dużo lepsze wrażenie, niż nieco spłycone dorosłe życie. Z rozdziałów opisujących pobyt w sierocińcu, czy pracy na farmie można wyczytać jakiś większy plan. Czuć pewną głębię, próbę ukazania głównego bohatera z kilku różnych perspektyw. Dzięki nim udało mi się utożsamić z nim a nawet go polubić, co jest pewną sztuką zważywszy na fakt, że nie jest on bynajmniej najprzyjemniejszym człowiekiem w okolicy.

Książka jak na Kinga przystało, napisana jest świetnie. Mimo mocno szablonowej fabuły, czyta się ją szybko i łatwo, a strony umykają momentami jak szalone. Zmagania Blaze’a z kidnapingiem, wciągają i powodują, że trzyma się za niego kciuki. Pochwalić też muszę tłumacza, który – moim skromnym zdaniem – spisał się na medal. Nie czułem nigdzie sztuczności, ani wymuszonych zwrotów.

Docieram powoli do końca tej niedługiej recenzji, bo i w sumie nie ma za bardzo o czym więcej pisać na temat „Blaze’a”. Schematyczna do bólu, oklepana fabuła, która nie potrafiła mnie w żadnym momencie niczym zaskoczyć, co tym bardziej mnie rozczarowało, że momentami zapowiadało się na trzęsienie ziemi. Bardzo solidne rozdziały o młodych latach bohatera, z których chwilami aż tchnie na nas specyficzny klimat. Całość napisana na tyle dynamiczna i błyskotliwa, że czyta się ją bardzo dobrze z mocnym filmowym zakończeniem, sprawia że ostatnia książka Bachmana jest po prostu dobrym czytadłem na dwa, góra trzy jesienne wieczory. Zważywszy, że chodzi o Kinga – szkoda, że tylko tyle…

Wydawca: Prószyński i S-ka

Ilość stron: 272

Data wydania: listopad 2007

Moja ocena: 6/10

Recenzja opublikowana wcześniej na portalu Fantasy Book

Advertisements
  1. nie była wyśmienita, ale ja właściwie tak Kinga uwielbiam, że przymrużyłam oko na niedociągnięcia 😉

  2. No faktycznie, że krótka ta książeczka. Sięgnę, kiedyś, przy okazji… Bo ja Kinga lubie i tyle.

  3. King jak to King… Kto go lubi, ten i Blaze przeczyta z wielką przyjemnością a dla reszty to po prostu przeciętniak:)

  4. Bardzo fajny blog! 🙂

    Pozdrawiam!

    • Aria
    • Październik 28th, 2010

    Nie przyjaźnie się z Kingiem. Irytuje mnie… Ale recenzja świetna 😀 Mogę nie czytać Kinga, ale mogę czytać Twoje recenzje o nim, o! xD

    • Lena
    • Październik 30th, 2010

    Na ksiazki Kinga mam juz ochote od jakiegos czasu, jednak ciagle cos staje mi na drodzę 😉 Zastanawiam sie, czy wczesniej nie zajrze do Koontza lub Cobena, bo to mam akurat pod ręką

  5. Aria
    O! i od takiego komentarza, aż człowiek nabiera ochoty na pisanie!:)

    Lena
    Z Kingiem tak właśnie jest, że albo się czyta wszystko co napisał, albo się go ma nie po drodze:) Taki specyficzny typ:) Aczkolwiek polecam jego książki, na start może Wielki Marsz – poruszająca lektura:)

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: