„Enklawa. Wolski w shortach (2)” Marcin Wolski

Marcina Wolskiego znają chyba wszyscy. Stworzył on liczne słuchowiska w Polskim Radiu, pisuje min dla Wprost i Gazety Polskiej a swego czasu współtworzył satyryczny program telewizyjny Polskie ZOO. Jest on znany również jako twórca literatury fantastycznonaukowej, za co trzykrotnie nominowany był do Nagrody im. Janusza A. Zajdla. Jego zbiór opowiadań „Enklawa. Wolski w shortach (2)”, to lektura co prawda już nieco wiekowa, bo licząca sobie miejscami ponad 33 lata (tyle liczy sobie tytułowa minipowieść), jednakże nad wyraz aktualna. Czym mnie urzekła? Zapraszam do lektury!

Zbiór składa się w przybliżeniu z trzech części. Pierwszym jego elementem jest tytułowa powieść (nowelka?) „Enklawa”, po niej znajdziemy dział „Baśnie dla bezsennych”, czyli sześć opowiadań o tematyce zbliżonej do science fiction. Książkę zamykają „Horrory na późne wieczory” – osiem króciutkich opowiastek z często mocno ironicznym i niejednoznacznym przesłaniem. Niejako w postaci bonusu na 255 stronie znajduje się jeszcze opowiadanie „Party”, które nijak ma się ani do fantastyki ani do s-f, jednak jest tak genialne, że cieszę się niezmiernie, iż dane mi było go przeczytać. Tyle jeżeli chodzi o zawartość zbioru. Przejdźmy teraz do esencji, czyli do treści.

„Enklawa” to historia opowiadająca o bliżej niesprecyzowanej przyszłości. Akcja toczy się nieokreślonym miejscu i opowiada o pewnym proroku – geniuszu i naukowcu Jeremiaszu, który na dachu wieżowca urządził sobie dziewiczą oazę – Enklawę. Na wysepce tej, wskutek zamachu, ląduje potentat i milioner imieniem Walter. Okazuje się, że jej opuszczenie jest niemożliwe i nasz bohater zmuszony jest poznać bliżej wspomnianego Jeremiasza. Jednocześnie super tajny agent Tim wraz z ekipą, tropią grupę religijnych separatystów. W pewnym momencie do zabawy dołącza jeszcze siedemnastoletnia Zuzia, szukająca silnego męskiego ramienia, tajemniczy Piętaszek i ninja Nakayama.

W „Enklawie” odnalazłem dużo punktów wspólnych z „Nowym wspaniałym światem” Huxleya, który w powieści Wolskiego nie jest ani nowy ani tym bardziej wspaniały. Przedstawione realia autor opierał – jak sam przyznaje, na swoim wyobrażeniu zachodu (powieść pisana była w 1977 roku) i w zamyśle miała być to karykatura naszego rodzimego PRL-u. Efekt tego eksperymentu okazał się niesłychanie ciekawy, trafiony i wręcz proroczy. Aktualność treści „Enklawy” zaskoczy jeszcze zapewne niejednego czytelnika. Przesłania, które wyłaniają się po skończonej lekturze, są dobitne i co najcenniejsze – zmuszają czytelnika do zastanowienia się nad tą z pozoru banalną historią.

Środek książki wypełniają „Baśnie dla bezsennych”, czyli sześć opowiadań niezwykle zróżnicowanych gatunkowo. Wśród nich znajdziemy zarówno kryminał, sensację (zabarwioną politycznie) czy (w przewadze) science fiction. Nie wyróżnię żadnego z nich, ponieważ nie da się tego zrobić bez szkody dla pozostałych. Poziom wszystkich opowiadań jest równy a co najważniejsze – bardzo wysoki. Można wyraźnie wyczuć w nich satyryczne zacięcie Wolskiego. Są one przerysowane, często wyraźnie pisane z przymrużeniem oka a rzeczywista ich treść kryje się nieco głębiej pod słowami. Rozsmakowałem się w tych opowiadaniach.

Dochodzimy powoli do końca, więc jeszcze słów kilka o „Horrorach na późne wieczory”. W tym wypadku mamy do czynienia z krótkimi opowiadankami (maksymalnie kilkustronicowymi), o tematyce równie zróżnicowanej co w „Baśniach dla bezsennych”. Chociaż są zaledwie zalążkiem większej opowieści, nie ustępują w niczym niejednej pełnoprawnej książce. Są błyskotliwe, pomysłowe i często dowcipne. Kręciłem z niedowierzaniem głową kiedy doczytywałem kolejne historyjki do końca.

„Enklawa. Wolski w shortach (2)” to kawał naprawdę solidnej literatury. Opowiadania zaskakują, są przemyślane i pełne podtekstów, zaś „Enklawa” to unikatowe ujęcie „Nowego wspaniałego świata” w ramy zachodnioeuropejskich realiów, widzianych z perspektywy socjalistycznej rzeczywistości. Najlepsze jednak jest to, że można czytać tę książkę jako zwykłą fantastykę i bez doszukiwania się analogii, bawić się równie wspaniale. Jedyne czego mogę sobie i Wam życzyć to by Solaris wydał „Wolskiego w shortach” w nowej poprawionej wersji w jakiejś odjechanej szacie graficznej i najlepiej na kredowym papierze!

Polecam!

Wydawnictwo: Solaris

Ilość stron: 315

Data wydania: 2004

Moja ocena: 8.5/10

  1. Recenzja ciekawa bardzo, ale książka jakoś mnie nie zachęca. Chyba jednak nie dla mnie.

  2. Zły, niedobry człowieku! Przypomniałeś mi, że już dawno wolszczyzny nie smakowałam!😉 ehh, chyba się upomnę o zwrot moich „Antybaśni”, bo już od jakiegoś czasu mi się marzy ponowne ich przeczytanie.

    A co do wydania: i jeszcze w twardej oprawie z obwolutą, coby się nie niszczyła przy ponownym czytaniu i pięknie na półce prezentowała😉

  3. Moreni
    Zasugeruję, że w przypadku Twojego oswajania z S-F ta książeczka to mógłby być dobry krok:) Jest w niej kilka motywów naukowej fantastyki:)

    Magda
    Nom ja Wolskiego polecam gorąco! Publicystyczna fantastyka… wspaniała sprawa:) Tylko nie potrafię tego słowami opisać:) Może Tobie się uda:)
    Antybaśni nie czytałem, aczkolwiek się przymierzam:) Jak wpadnie mi w łapki to będzie recenzja:)

    • ja na „Antybaśnie” polowałam przez jakiś rok, ale udało mi się dostać egzemplarz z autografem😀 Pierwszy raz czytałam je, wstyd się przyznać, 15 lat temu i od tego czasu wolszczyzna co jakiś czas jest dawkowana. Choć tu przesadzać nie można, bo mi się grafomania załącza😉 Wolski jest trochę jak… choroba? Dobrze to ujęłam?

      • O z autografem! Szacuneczek:)
        Nom ja Wolskiego już dawno nie czytałem, stąd ponownie udało mu się mnie zachwycić:)
        Wolski jest jak cebula… cebula ma warstwy, Wolski ma warstwy… ale od dłuższego patrzenia ciekną łezki😛
        Dobrze to ujęłaś:D

      • łezki jak łezki, ale jak się Wolskim w mailach w pracy zaczyna porozumiewać…. ;P

  4. Nawet nie wiedziałam, że Marcin Wolski wydał książkę😉

    P.S. Kojarzę Cię z lubimyczytać i nakanapie, ale nie wiedziałam, że prowadzisz bloga.

    Pozdrawiam🙂

    • To stara jego książeczka, jeszcze z czasów, kiedy pisał ciekawie i świeżo, bo moim zdaniem, jego nowsze książki są już… średnie:)

      Nakanapie to ja tylko tak czasami zerkam:) Jakoś nie podoba mi się ten portal, za to na LC jestem mocno obecny;)

      Pozdrawiam!

  5. Nakanapie już dawno mnie znudziło. Nie byłam tam od dłuższego czasu, a LC jest takie jakby … bardziej obiektywne, ciekawsze dyskusje na forum itd.😉
    Mój nick i tu i tu to Judith🙂

  1. Listopad 20th, 2010

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: