„Ostatnią kartą jest śmierć” Anna Klejzerowicz

„Ostatnią kartą jest śmierć” to najnowsza książka pióra Anny Klejzerowicz. Powieść ta jest czasami błędnie określana jako debiut literacki tej pisarki. Pani Anna jest autorką między innymi, wydanego w tym roku kryminału „Sąd ostateczny”, którego niestety nie było dane mi jak dotąd przeczytać. „Ostatnią kartą jest śmierć” jest łatwą, lekką i prostą lekturą, lecz czy przyjemną? Na ile książeczka licząca raptem 190 stron, może rozwinąć się i wciągnąć w swój świat? Przekonajmy się!

Główną bohaterką powieści jest dziennikarka Weronika Daglewska, autorka rubryki kryminalnej w lokalnej gazecie. Poznajemy ją, kiedy znajduje się na życiowym zakręcie. Zwolniono ją dopiero co z pracy a jej dotychczasowy partner postanowił rozejrzeć się za kimś innym. Pełna rozterek Weronika udaje się do wróżki Semiramidy. Ekscentryczna starsza pani przepowiada jej niebezpieczeństwo. Po jakimś czasie od wizyty, rozchodzi się wiadomość, że Semiramida wypadła z okna i poniosła śmierć na miejscu. Mąż wróżki zleca Weronice śledztwo w tej sprawie.

Po powyższym opisie można już stwierdzić, że fabuła książki nie jest jakaś specjalnie oryginalna i odnoszę wrażenie, że taki chyba był zamysł autorki. Do samego końca perypetie pani Weroniki i jej partnera Damiana nie zaskakują niczym specjalnym. Ot opowieść toczy się, jakby była lekką piłeczką puszczoną z górki. W zasadzie bez wysiłku dotarłem do finału, wzruszyłem ramionami i odłożyłem książeczkę bez głębszych refleksji na półeczkę.

Czy to oznacza, że książka jest zła? Otóż nie do końca. Mimo tej skrajnej prostoty rodem z tasiemcowych, kryminalnych seriali na Polsacie, czyta się ją dobrze. Fabuła jest na tyle prosta i jednotorowa, że powiastkę można zabrać na przystanek, do autobusu czy do poczekalni u dentysty i nie ma się co martwić, że przegapi się docelowe miejsce podróży lub swoje nazwisko wołane przez pielęgniarkę. Ona jest po prostu do tego stworzona! Jest lekka, niewielka i poręczna, więc idealnie mieści się w damskiej torebce (sprawdzałem), a wątek sprawnie umila czas, jednak nie wciąga do swojego świata na tyle, żeby się wyłączyć z otoczenia i nie zmusza do myślenia, więc i gwar nie jest przeszkodą by się nią raczyć.

„Ostatnią kartą jest śmierć” to dla mnie przykład takiego pocket book’a. Starcza na około 3-4 godziny w zależności od warunków otoczenia i mieści się w kieszeni. Nie aspiruje do miana wielkiego kryminału i nie udaje specjalnie czegoś więcej, niż jest w rzeczywistości. Troszkę kryminału i szczypta humoru, tworzą trzon tej mini – powieści, doprawiony dodatkowo nutą romansu (swoją drogą gustownie napisanego). Ładne wydanie z ciekawą okładką i fajnymi grafikami nie usprawiedliwia jednak, moim zdaniem, ceny. 25 polskich nowych złotych za 3 godziny czytania? To ja dziękuję, wolę iść do kina.

Oceniam książkę jako typowego średniaka, bo zła nie jest – środeczek skali.

Wydawca: Oficynka

Ilość stron: 186

Data wydania: wrzesień 2010

Moja ocena: 5/10

  1. Co do książki się nie wypowiadam, bo dopiero mam ją w planach, ale nastawiam się właśnie na niewymagające wielkiego myślenia chwile i po Twojej recenzji wnioskuję, że to dobre nastawienie🙂
    Ac eny książek ostatnio mnie też załamują. O ile te do 30 zł jeszcze przeżyję, o tyle jak widzę na okładce 39,90 zł to dostaję szału, a jak już przez moimi pięknymi oczasmi pojawia się cena 49,90 zł, albo i więcej, to mimo szczerych chęci i wielkiej ochoty na lekturę książki nie kupię, bo przy moim całym szacunku i miłości do książek, mi tych pieniędzy po prostu szkoda i wolę poczekać pół roku czy rok i kupić używaną o połowę mniej.

    • Właśnie! Dlatego ja często o cenach piszę. Ta książka kosztuje 25 zł a dla porównania „Gra Endera”, która jest 3x dłuższa i 5x lepsza kosztuje 29,90 – gdzie tu sens?

      Tak jak piszesz 50,- za książkę to już gruba przesada. A co powiesz na Fabrykę? Która rozbija książki na 2 tomy po 35,-? To jest dopiero jazda po bandzie:)

  2. Racja, tylko, że z Fabryki tak często książek nie kupuję, więc tak bardzo mnie to nie boli😉. Za to bolą mnie bardzo ceny WABu, którzy ostatnio moim zdaniem naprawdę przesadzają. Wyszło ich nakładem w przeciągu dwóch miesięcu naprawdę wiele książek na które rzuciłabym się bez chwili zastanowienia, rzucając w zamian za to wszystko inne w kąt, tyle, że powtrzymują mnie te ceny, bo za książkę w miękkiej okładce 39,90 sorry, ale nie dam. Już nie mówiąc o tych właśnie 49,90 za książki w grubej, ja przepraszam, ale czy naprawdę tektura do stworzenia grubej oprawy jest aż tak droga? Nie sądzę…
    Tak więc teraz nie pozostaje mi nic innego jak uważnie śledzić i rzucać się… na aukcje na allegro😉

    • No cóż… nie pozostaje mi nic innego, jak podpisać się pod Twoimi słowami obiema rencami i głową z długopisem w zębach:)

  3. Już o niej gdzieś czytałam ostatnio.
    Chętnie przeczytam jak na nią trafię.

  4. Ja tam sobie podaruję, chociaż raz nie dorzuciłeś mi czegoś do schowka😛 Kryminałów i książek sensacyjnych mam pod dostatkiem i to takich, które są naprawdę dobrze napisane i wciągające🙂 Nie czuję więc presji na portfel😀

  5. Viconia
    Będę czekał na wrażenia:)

    Agnieszka
    Hehe staram się jak mogę nie obciążać Ci portfela, ale ostrzegam, że idą recenzje, które mogą zachwiać nieco funduszem;) Za s-f się wziąłem ostro:)

    • Hm… Jak wiesz – bardzo łatwo jest mnie skusić fantasy, całkiem łatwo dobrą powieścią kryminalną/sensacyjną/przygodową. SF jeszcze nie dobiło do „top kusicieli”, ale zobaczymy, jakie tutaj odbędzie się kuszenie😀

      Ja ostatnie 2 dni tkwię głównie w kryminało-sensacji po dłuższej przerwie😉

  6. To i na moje wrażenia czekaj, bo książka w planach, w końcu recenzyjna. Co do cen – faktycznie, gruba przesada. Jeśli mam kupować, kupuję tylko te w miękkiej oprawie, twarda mi do szczęścia nie potrzebna, a za dychę mogę kupić.. drugą, używaną albo kieszonkową.

  7. mnie fascynuje ta okładka… mogłabym na nią patrzeć i patrzeć i wzroku oderwać nie potrafię…
    Co do cen to i tak nie jest jeszcze tak źle… będzie gorzej🙂

  8. hiliko
    Czekam:] Ja za to tak kocham te grube, błyszczące okładki… no dobra:) Ciekawe czy będziesz łaskawsza ode mnie w ocenie tej książki:)

    Isabelle
    No, przyznam szczerze, że za tą babę (bo inaczej tego się nie do określić) miałem ochotę dać +1 pkt:) Ma w sobie coś takiego… cholernego nie?:)
    Gorzej… no może i tak…

  9. Ja mam wrażenie, że ona zaraz wyjdzie z tej okładki i mi za przeproszeniem wpieprzy🙂 a i tak nie mogę oderwać wzroku😀

  10. Okładka odpycha, Twoja recenzja przyciąga. Bilans na zero😉

  11. Isabelle
    I tak chyba miała ta okładka właśnie wypaść;)

    arsenka
    Moja recenzja przyciąga?:) A ja się bałem, że za ostro pojechałem po książce;) Moim zdaniem okładka to jedna z najmocniejszych stron tej powiastki:)

  12. A ja bym powiedziała, że z Twojej recenzji aż zieje niezdecydowanie co do książki. Słuszne. I my to wiemy😉
    PS Mam nadzieję, że nie zmieniasz się w Teletubisia po przeczytaniu książki ze straszną babą na okładce i torebka była własnością małżonki😛

    • Nie no słuchaj, oczywista sprawa i wyjaśnię ją na głos: TOREBKA BYŁA MOJEJ ŻONY – żeby nie było jakichś podejrzanych nieścisłości😛

      A książka… powiedziałem już chyba wszystko na jej temat;) Ot, taka po prostu OK:)

  13. Haha, a też się zastanawiałam nad tą torebką ^^

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: