„Władcy marionetek” Robert A. Heinlein

Nadchodząca zima i bura aura za oknem, obudziły we mnie ostatnio ochotę na science fiction. Wychodzę z założenia, że książki z tego gatunku, należą raczej do cięższych w odbiorze i należy stworzyć odpowiedni klimat, by móc cieszyć się ich treścią w pełni. Długie mroźne wieczory sprzyjają zagłębieniu się w gęstą atmosferę futurystycznych światów. Kiedy namierzałem odpowiedniego kandydata do przeczytania, w oczy rzuciła mi się książka pana Roberta Heinleina „Władcy marionetek”. Miłośnikom s-f, autor znany jest przede wszystkim z dzieł takich jak „Obcy w obcym kraju” czy „Żołnierze kosmosu”. Czy fantastyczna okładka powieści, dorównuje treści? Przekonajmy się!

„Władcy marionetek” to jedyna książka w dorobku Heinleina, traktująca o inwazji obcych na ziemię. Całą historię przypadnie śledzić nam z oczu Sama – agenta tajnej organizacji rządowej zwanej Sekcją. Poznajemy go w momencie, kiedy zostaje pilnie wezwany przez swego szefa (pseudonim Starzec) do centrali. Okazuje się, że sytuacja jest krytyczna i Sam wraz ze Starcem oraz trzecim agentem – piękną Mary, wyruszają by zbadać czy tajemniczy obiekt, który wylądował na farmie w Iowa, ma cokolwiek wspólnego z autentycznym UFO. Dotychczas pięciu agentów badało tą sprawę i każdy z nich wysłał raport, jakoby obiekt był jedynie mistyfikacją lokalnych farmerów. Niepokojące było to, że po wysłaniu raportu urwał się wszelki kontakt z tymi ludźmi.

Książka została napisana w 1951 roku i wydana o raz pierwszy w USA. Był to czas zimnej wojny i żelaznej kurtyny. Autor przeniósł część tych realiów do fikcyjnego świata przyszłości (przyszłość w tym wypadku oznacza lata po 2000 roku, każdy może się przekonać na ile autor odgadł, jak będzie wyglądać „przyszłość”). Przyznam, że dla mnie jest to zaleta. Czytając doszukiwałem się przenośni i podtekstów. Rozbawił mnie niezmiernie moment w którym jeden z obcych stwierdził, że przybyli oni na ziemię, by zaprowadzić pokój i równość wśród ludzi, na co agent odpowiada, że już tego gdzieś próbowano i nie wyszło. Takich momentów w powieści nie brakuje. Z kart książki czuć również niechęć autora do komunizmu i Rosji, czego nie waha się eksponować, poprzez różne porównania i stwierdzenia.

Niestety spory wiek książki wpłynął na nią również niekorzystnie. Z początku trzeba przyzwyczaić się do pewnej archaiczności z jaką snuta jest opowieść. Odniosłem wrażenie że sam język (mimo, że książka przetłumaczona została nie tak dawno bo w 1991 roku) jest już trochę nieaktualny. Nie jest to jednak wada, która książkę dyskredytuje. Po kilkudziesięciu stronach, kiedy pędząca akcja wciągnie was na dobre, przestaniecie w ogóle dostrzegać ten mankament.

Sama akcja – jak już wspomniałem wyżej – pędzi do przodu na złamanie karku, nie pozostawiając miejsca na jakąkolwiek nudę. Dawno już nie czytałem książki, której tempo nawet w ciekawych momentach, nie przystaje ani na moment. Rzadko zdarza się, żeby jakaś powieść była w stanie wciągnąć mnie do tego stopnia, bym zapomniał o śnie. Tej się udało! Tempo akcji ma jednak i swoją cenę. Momentami (szczególnie na początku) zdarza się, ze robi się nieco chaotycznie. Na szczęście są to nieliczne przypadki i łatwo jest się połapać w fabule, wracając kilka linijek do tyłu.

Tradycyjnie słów kilka o wydaniu. Książka ukazała się na rynku za sprawą wydawnictwa Solaris w 2007 roku, jako część kolekcji „Klasyka Science Fiction”. Grafika na twardej oprawie osobiście mnie urzekła i mógłbym wpatrywać się w nią godzinami. Szycie jest solidne a literówki nieliczne. Cena powieści to 41,90. Trochę sporo jednak za porządne wydanie klasycznego dzieła, jest to kwota, którą można „przełknąć”.

Cóż czas odpowiedzieć na pytanie, czy „Władcy marionetek” wyszli obronną ręką z próby czasu. Moim zdaniem tak chociaż nie bez walki. Nawiązania do zimnej wojny i lekko „kwadratowy” język, mogą się niektórym nie spodobać. Poza tymi drobnymi wadami można jednak o książce mówić jedynie w superlatywach. Polecam ją gorąco nie tylko miłośnikom s-f. Powieść opowiadająca w sposób prosty i przekonywujący o inwazji obcych to prawdziwa perełka. Uczucie zaszczucia i paranoi emanuje wręcz w kart „Władców marionetek”, przez co nie sposób się od niej oderwać. Fabuła jest na tyle prawdopodobna, że nie raz poczujecie zimny dreszcz na plecach… właśnie! Nie zapomnijcie sprawdzić swoich pleców…

Polecam!

W 1994 roku, na podstawie książki, powstała wierna ekranizacja z Donaldem Sutherlandem w roli główne. Nie uzyskała ona jednak sławy swojego papierowego odpowiednika.

Wydawca: Solaris

Ilość stron: 282

Data wydania: 2007

Moja ocena: 8/10

Recenzja opublikowana wcześniej na portalu Fantasy Book

  1. Hm… może kiedyś, kto wie… Ale bez uczucia „rzucam wszystko i lecę kupować”😉 Chociaż opis ciekawy, zalet sporo, ale na razie do SF ciągnie mnie tylko troszeńkę, troszeczkę. Ja teraz potrzebuję czegoś bajkowego, fantazyjnego, ewentualnie wciągającej sensacji. Może niedługo mi się odmieni?

    • Książkę można upolować nową za 15 złoty i za tyle warto ją mieć:) Ja jako miłośnik byłem – mimo wad, zachwycony:) Za kilka dni będzie recenzja książki s-f, która dostała ode mnie 9/10, może dam nawet 9.5/10 zobaczę;)

      • Już 8 to bardzo dobra ocena. Gdybym SF lubiła, to pewnie już bym siedziała na Allegro🙂

        Ale poczekam na to 9-9.5, może sama siebie zadziwię i się skuszę😀

  2. Aaale dużo od tego Fantasy Book książek dostajesz! Jestem zazdrosna!😀

  3. Agnieszka
    Skusisz się jak zobaczyć recenzję – obiecuję Ci to!:)

    hiliko
    A skąd pomysł, że ja ją dostałem od FB?:)

  4. Chyba kiedyś po tą książkę sięgnę.
    Ale również czekam na tą 9,5-ową recenzję.
    Dziękuję:) I pozdrawiam synka:)

    • Polecam sięgnąć. Jak na s-f jest napisana prosto, więc nie ma bólu za bardzo, a ma w sobie spory magnes:)
      Będzie 9/10 – premiera we wtorek:)
      Dziękuje:) I pozdrawiam Aleczka;)

      • Czyli jednak 9:) Wpadnę na pewno, żeby przeczytać;P
        Dziękuję w imieniu Alka.

  5. Czyli nie dostałeś od nich? Wnioskuję po ostatniej linijce recenzji:))

    Szit, znowu coś pokręciłam i Twoja strona ma baardzo małą czcionkę, ledwie w okularach widzę;/

    • hehe nie:) tą są recki na konkurs na FB:)

      O, tego nie wiedziałem, to wina czegoś u mnie z tą czcionką?

      • Pablo – jak dla mnie to czcionka jest ok. Ale ja mam nowe super-hiper-dobre okulary, to może dlatego😀

  6. Hmm u mnie czcionka jest tej samej wielkości co w kokpicie, statystykach itd, więc chyba standardowo:) Za kwadrans stosik;)

  7. Nie no coś Ty, to nie Ty pokręciłeś, a ja:/ Jakiś manewr z myszką i środkowa szpalta jest dwa razy węższa, a co za tym idzie – dwa razy mniejsza czcionka:/

  8. Madeleine :

    Czyli jednak 9:) Wpadnę na pewno, żeby przeczytać;P
    Dziękuję w imieniu Alka.

    Zapraszm i.. hau hau;)

    • Stark
    • Marzec 27th, 2011

    Swietna książka, nawet całkiem niezle zekranizowana. Zdecydowanie warto siegnac takze po inne ksiazki Heinleima. Osobiscie szczegolnie cenie „Zolnierzy kosmosu”

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: