„Gra Endera” Orson Scott Card

Przeglądając kanon literatury science fiction, nie sposób pominąć osobę Orsona Scotta Carda. Zasłynął on na całym świecie za sprawą serii książek o Enderze. Dzisiaj zajmę się pierwszą częścią wspomnianej sagi, czyli „Grą Endera”. Książka została napisana w 1985 roku na podstawie wcześniejszych opowiadań autora, a już rok później uhonorowaną ją dwoma prestiżowymi nagrodami – Hugo i Nebulą. Książka słynie ze swojej uniwersalności, bez względu na wiek, płeć bądź czytelnicze preferencje, ponoć każdy znajduje w niej coś dla siebie. Cóż, przekonajmy się na ile jest to prawda.

„Gra Endera” opowiada historię pewnego sześciolatka Andrew Wiggina, zwanego potocznie Enderem. Ziemia jest przeludniona i grozi jej trzecia inwazja, ze strony potężnej kosmicznej rasy obcych, określanej mianem robali. Dwa pierwsze ataki udało się odeprzeć, jednak kolejny może okazać się ostatnim. Międzynarodowa Flota prowadzi regularne badania dzieci, by wyłonić spośród nich jednostki na tyle genialne, by (po przeszkoleniu) były zdolne poprowadzić siły wojskowe do kolejnego zwycięstwa. Jak już pewnie sami się domyślacie, dzieckiem takim okazał się tytułowy Ender. Jako zakwalifikowana jednostka, dostaje się on do Szkoły Bojowej, gdzie dane nam jest śledzić jego niełatwe losy.

Książka wciąga niesamowicie. Bieg wypadków pędzi z szybkością światła i zmusza wręcz do nieprzerwanego czytania. Fabuła stopniowo odkrywa przed nami kolejne elementy świata w którym toczy się„Gra Endera”. W zasadzie przez większość książki powieść jest nieco klaustrofobiczna, by pod koniec niepostrzeżenie rzucić czytelnika wprost w nieogarnięty ogrom kosmosu. To tak jakbyśmy lecieli odrzutowcem (to najlepsza metafory tempa powieści) z potężną prędkością w ciemnym wąskim tunelu by nagle, wyskoczyć z niego w bezgraniczną przestrzeń.

Podczas czytania, długo zastanawiałem się co też takiego genialnego jest w tej książce czego ja nie potrafię dostrzec. Owszem, czyta się ją szybko, opowieść jest naprawdę ciekawa a świat robi wrażenie nam bliskiego i jest bardzo niepokojący. Kiedy Ender trafia do kolejnej szkoły, doznałem olśnienia! Elementem, który spaja całą rewelacyjną fabułę i wynosi książkę na wyższy poziom, jest postać głównego bohatera. Z bardzo dobrej powieści s-f, Orson Scott Card za sprawą dorastającego genialnego dziecka, stworzył coś głębszego, większego i niezwykłego. Nie przypominam sobie, żebym czytał kiedykolwiek tak sugestywny opis ewolucji, rozwoju i dojrzewania dziecka, które – w zależności od punktu widzenia – było na to gotowe bądź nie. By docenić kunszt z jakim autorowi udało się tego dokonać, należy spojrzeć na powieść z dystansu – ogarnąć wyobraźnią całość. Widać wtedy, jak maleńkimi kroczkami, Ender powoli dorasta na naszych oczach.

Wspomniałem na początku, że książkę uważa się za uniwersalną. Jestem w stanie zgodzić się z tą opinią, jednak z drobnym zastrzeżeniem. Dla młodszych czytelników, książka będzie po prostu wspaniałą kosmiczną przygodą, a dla dorosłych z fantastyki wyłonią się elementy dodatkowe takie jak psychologia, mechanizmy działania grupowego czy wszechobecna manipulacja i cenzura. W tych ostatnich elementach znajduję właśnie pewną słabość książki. Obawiam się, że osoby obyte z psychologią dziecięcą, mogą czuć się zawiedzione spłyceniem niektórych stadiów rozwoju Endera.

„Gra Endera” to pierwszy tom całej sagi. Książka jest po prostu świetna i chce się więcej! Napisana jest zręcznie, błyskotliwie i z niesłychaną pomysłowością. Zaskakuje częstymi zwrotami akcji i naprawdę ciężko się od niej oderwać. Dodatkowo wydawnictwo dodało do książki w formie bonusu opowiadanie „Chłopiec z Polski”, przedstawiające historię ojca Endera. Osobiście proponuję przeczytać je przed zagłębieniem się w powieść, ponieważ zyskuje ona wtedy dodatkowy smaczek.

Książkę polecam każdemu! Zakres wiekowy w zasadzie jest nieograniczony, więc książka nada się idealnie na gwiazdkowy prezent (tym bardziej że cena książki wynosi 29.90 – moim zdaniem bardzo przyzwoicie)! Czytać, czytać i jeszcze raz czytać!

Polecam!

Wydawca: Prószyński i S-ka

Ilość stron: 324

Data wydania: 2009

Seria: Saga Endera tom I

Moja ocena: 9/10

Recenzja opublikowana wcześniej na portalu Fantasy Book

Reklamy
  1. Mnie przekonałeś:)

  2. Podobało mi się bardzo i byłam pełna uznania. Ale i tak nie mogę mówić o zachwycie, a wciągnęło mnie tylko w pewnych granicach. Teraz jednak trochę żałuję, że nie miałam okazji przeczytać tego bonusowego opowiadania. Czytałam „Grę Endera” w starych wydaniach „Nowej fantastyki”. W latach 90. powieść była drukowana w odcinkach. Jakiś czas temu odkryłam, że mam w domu pełno numerów tego pisma, które wtedy kupował mój tata 😉

  3. No dobra, chyba mnie przekonałeś. Tzn. przekonałeś mnie na tyle, że sięgnę po nią kiedyś i o ile znajdę ją w bibliotece/na półkach u znajomych/w promocji 🙂 Trochę mnie zaintrygowałeś tym wiekiem bohatera.

  4. Zaciekawiłeś mnie 🙂
    Kiedyś już chyba czytałam książkę o podobnej fabule, ale za nic nie mogę sobie przypomnieć tytułu, ani jakichkolwiek szczegółów fabuły. Na pewno to nie była „Gra Endera”. Ale z miłą chęcią zajmę się w wolnej chwili lekturą tej książki 🙂

  5. Ach, jak się cieszę, że Ci się podobało! 🙂 To właśnie taka książka, że nie wiadomo skąd jej sława, ale zrozumienie przychodzi wraz zakończeniem. Plus oczywiście te wszystkie rzeczy, o których napisałeś, jej uniwersalizm, głębia psychologiczna postaci, ewolucja bohatera. Wstydzę się, że nie przeczytałam całej serii, ale marzę tym, jak tylko będę miała trochę luzu z moją lista, czyli wiesz kiedy…

  6. kalio
    Cieszę się! Możesz mi zaufać, cała rodzina może skorzystać z tej książki:)

    ultramaryna
    Nie jestem pewien, ale wydaje mi się, że to nowe wydanie jest poprawione w stosunku do poprzednich (chociaż nigdzie nie jest to napisane). Z początku uważałem książkę, za takie s-f dla nieco starszej młodzieży, dopiero po jakimś czasie dostrzegłem misterię Scota Carda:) Polecam Ci to opowiadanie skądś załatwić – chociażby w Empiku podczytać;) Daje ciekawą perspektywę na całą historię.

    Agnieszka
    Jeżeli spodobała Ci się Wyprawa łowcy, to Ender Cię zachwyci:) Ma pewne wspólne elementy:) Teraz Cię pewnie zaintrygowałem co?:)

    Madeleine
    Polecam, naprawdę warto. BA! trzeba ją znać! To już w końcu kanon literatury s-f:)

    kornwalia
    Własnie! Zrozumienie przychodzi na końcu:) Ten tekst powinien być na okładce:) Cieszę się, że masz takie same zdanie jak ja:) To co, czekam na recenzje kolejnych części Endera u Ciebie… w wakacje?:D

    • Ta, na sierpień to bym jednak nie liczyła, powiedzmy jesienią część druga :]

  7. Nooo dobra, niech Ci będzie 😛 Napiszę do pewnej miłej Pani i zapytam, czy mają może jeszcze recenzyjne egzemplarze :p

    • hehe;) a nie do pana Marcina?:) Obawiam się, ze może być ciężko:) Ale ksiązka jest dobra, tylko nieco cięższa gatunkowo niż Wyprawa:)

      • A nie, ja głównie z pewną panią współpracuję, chociaż zdarza się, że z innymi, np. panem Marcinem właśnie 🙂

        Nie nastawiam się na sukces, ale spytać nie zawadziło, prawda? 😀

  8. Podpisuję się wszystkimi kończynami pod tą recenzją.:) Endera czytałam gdzieś w wieku 13 lat, czyli na początku mojej przygody z fantastyką (niestety, już po Lemie, ale za to przed Sapkowskim) – dzięki wielkie pani bibliotekarce, która wcisnęła Carda mojej mamie, aby wzięła dla mnie do poczytania.;) Zachwyciłam się tą historią, a wątek końcowy bardzo przeżyłam (UWAGA SPOILER! Było mi strasznie żal robali,całkiem przecież niewinnych, jak i wykorzystanego i porzuconego Endera, a całej wojskowej wierchowinie życzyłam długiej i bolesnej śmierci – zwłaszcza po scenie, w której siedzą i sączą drinki, umywając ręce od odpowiedzialności historycznej za sprawę KONIEC SPOILERA). I nie powiedziałabym, że nie zwróciłam uwagi na aspekty psychologiczne – tuż po lekturze przyszła refleksja, że w książce (poza wątkiem gry) w zasadzie nic się nie dzieje, a cała zawrotna akcja rozgrywa się w głowach kilku bohaterów i w wąskiej przestrzeni relacji między nimi, a mimo to wciąga jak diabli. Od razu wzięłam więc tom kolejny (nie dam głowy, czy drugi) i… na nim, mimo podobnie piorunującego wrażenia, przygoda się skończyła (wraz z zasobami kolejnych tomów cyklu w bibliotece). Tak sobie myślę po przeczytaniu tej recenzji, że może warto byłoby któregoś dnia wrócić do świata Endera…

    Ale elaborat mi wyszedł:D

  9. Mogłabym się podpisać pod każdym Twoim słowem ! 😉
    „Grę Endera” czytałam jako 13-letnia dziewczynka. Czytało mi się bardzo ciężko ( nagromadzenie szczegółów, zrozumienie całego tego świata), była czasochłonna, ale też niezwykle wciągająca i pamiętam, że to była pierwsza książka, w której dostrzegłam budowę psychologiczną postaci.
    Możliwe, że to po tej lekturze zapaliła mi się w głowie lampka pod tytułem ‚psychologia’ 😉
    Ponownie cztery tomy przeczytałam jakieś dwa lata temu i znowu mi się podobało, choć czytało lżej 😉 Tak, jak napisałeś dla czytelnika w każdym wieku znajdzie się w tej książce coś ciekawego.

    Pozdrawiam 🙂

  10. kornwalia
    widzę, że termin się przesuwa;) poprzednio była mowa coś o wakacjach;)

    Agnieszka
    wiesz: „Kto pyta nie wielbłądzi;)”

    Moreni
    WOW to się nazywa konstruktywny komentarz!:) Może masz rację, może nie doceniam potencjalnego nastolatka – czytelnika:) Oceniam po sobie, po pamiętam, że kiedy czytałem trylogię Tolkiena, to moje wrażenia były takie: nuda, nuda, oho potyczka, nuda, Rivendell, nuda nuda, Chełmowy Jar, nuda nuda, Moria, nuda, Mordor:) My chłopaki chyba w tym wieku, zwracamy uwagę chyba tylko na… jatkę?:) Generalizuję, wiem, ale co tam;) Mówca Umarłych – tom II – jest na mojej liście Top Order:) Więc mam nadzieję, że się zmieści w pierwszym kwartale 2011 😉

    arsenka
    Nic tak nie działa na mnie dobrze, jak fakt, że trafiłem z oceną, zgodnie z czyimś zdaniem:) Nic nie dodam, bo tylko bym Cię cytował:)
    Pozdrawiam!

  11. Przestań żesz pisać te recenzje, bo się w życiu nie wygrzebię spod listy książek do przeczytania 😛

  12. Kusisz, Pablo, kusisz. A właściwie Twoje recenzje, żeby nie było 😀

  13. Pablo – nie dają już tej książki do recenzji, pozostaje więc polowanie. Ale już mam zaklepaną nowość tego autora – „Pamięć ziemi”, pierwszy tom cyklu „Powrót do domu”. Zobaczymy jak będzie 😀

  14. lilybeth
    a nie przestanę!:D Wręcz idę za ciosem! Jutro kolejną dobrą książkę przedstawię! Zdradzę tylko, że tym razem z nieco innej beczki!

    hiliko
    Hehe;)
    Tak jakoś wychodzi, że dobre książki sobie dobieram do czytania;) Rzadko jestem zmuszony pisać niepochlebną recenzję;)

    Agnieszka
    Hmmm Pamięć ziemi ponoć nie taka dobra, ale też bym z chęcią przeczytał!:D A nie wiedziałem, że Prószyński będzie ją wznawiał;) Ostrzegam że to (podobno) dosyć twarde s-f;)

    • No trudno, zobaczymy. Najwyżej jeżeli nie będę mogła dać rady, to Tobie podeślę 😉 Albo odłożę na jakiś czas i spróbuję najpierw poczytać inne pozycje z tego gatunku 🙂

      Wznawia, wznawia – już w styczniu 2011 🙂

  15. Agnieszka Tatera :
    Pablo – nie dają już tej książki do recenzji, pozostaje więc polowanie. Ale już mam zaklepaną nowość tego autora – „Pamięć ziemi”, pierwszy tom cyklu „Powrót do domu”. Zobaczymy jak będzie

    Nie dają już? O, szkoda.
    No ja też już sobie zaklepałam 😀

  16. Aaa, nabiję Ci komentarzy – podziękowania składać do mojej sklerozy;)
    No ja mam podobnie – zazwyczaj książki dobrane przez siebie trafiają w moje gusta 😉

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: