„Klient” John Grisham

Johna Grishama znają chyba niemal wszyscy. Ilość bestsellerów na jego koncie robi naprawdę spore wrażenie. Przedmiot mojej dzisiejszej recenzji, czyli „Klient”, również zalicza się do tego prestiżowego grona. Na postawie książki swego czasu nakręcono film z Susan Sarandon i Tommym Lee Jonesem, wróćmy jednak do samej powieści. Czy słusznie wymieniana jest w gronie najlepszych w dorobku pisarza?

Mark i Ricky to bracia. Obaj żyją w przyczepie na peryferiach miasta wraz z samotnie wychowującą ich matką. Pewnego dnia jedenastoletni Mark zabiera Rickiego do lasy, gdzie są świadkami samobójstwa szemranego prawnika. Ten jednak przed śmiercią wyjawia starszemu z rodzeństwa tajemnicę zabójstwa pewnego znanego polityka. Od tej chwili wypadki toczą się już błyskawicznie. Prawnicy, politycy, policja i FBI zdają się być przeciwko Markowi. Osaczonemu chłopcu niespodziewanie z pomocą przychodzi twarda prawniczka Reggie Love. Teraz mogą już liczyć tylko na siebie.

„Klient” napisany jest – jak przystało na Grishama – bardzo spójnie i ciekawie. Od pierwszych stron akcja toczy się szybko i sprawnie. Jak przystało na dobry thriller, z każdą chwilą sytuacja staje się bardziej napięta i w pewnym momencie wydaje się być wręcz beznadziejna. Stopniowe budowanie suspensu doprowadza zresztą do całkiem satysfakcjonującego finału.

Niewątpliwym elementem scalającym fabułę są postacie głównych bohaterów. Mark jako sprytny i zaradny nastolatek, wzbudza mieszankę współczucia i podziwu. Z tak wielkich tarapatów nie wydostał by się niejeden dorosły. Wtóruje mu świetna Reggie. Szkoda, że książkowym postaciom nie przyznaje się Oskarów, bo ostrej prawniczce z pewnością taki się należy. Charakterystyczni i świetnie skonstruowani bohaterowie to zresztą znak rozpoznawczy większości książek Grishama. W tym wypadku nie jest inaczej.

Fabuła „Klienta” jest ciekawa, ale nie odkrywcza. Oczytanym z autorem czytelnikom, może sprawić lekki zawód. Książka nadrabia to jednak tempem i naturalnością, z jaką narracja prowadzi nas w świat polityczno mafijnych porachunków. Autor w typowym dla niego stylu, wprowadza nas w wir wydarzeń, by nagle zwalić bohaterom wszystko na głowę i postawić ich przed skrajnymi wyborami. Komu można zaufać w skorumpowanym świecie? Czy ten podejrzany samochód, to na pewno policja? Takie i inne pytania to chleb powszedni podczas lektury tej powieści.

Przyszedł czas na podsumowanie. „Klient” to bardzo dobry polityczno – prawniczy thriller. Sprawnie trzyma w napięciu, a zakończenie satysfakcjonuje. Polecam go w zasadzie każdemu, jako lekką odskocznie od codzienności. Nie wymaga specjalnego zaangażowania i czyta się w zasadzie sam. Jest to idealna lektura do samoloty, czy do zabrania w podróż. Miejscami przeszkadza nieco sztampowa fabuła, jednak akcja i postacie głównych bohaterów w pełni zapełniają tą lukę. Czas poświęcony tej powieści na pewno nie będzie czasem straconym. Szkolna czwórka z plusem.

Polecam!

Wydawca: Amber

Ilość stron: 448

Data wydania: styczeń 2011

Moja ocena: 7/10

Książkę do recenzji dostarczyło Wydawnictwo Amber.

  1. Niezwykle klimatyczna okładka i ciekawa recenzja:). I jak tu nie zapisać kolejnej książki na listę…
    Pozdrawiam:D

  2. Ja nie muszę zapisywać, bo Grishama mam prawie wszystko. Czytałam go bardzo dużo na studiach, uwielbiałam książki i filmy. „Firmę” i „Raport pelikana” znam na pamięć…

  3. Lubię jego książki, więc przeczytam🙂

  4. kasandra
    Książka na pewno do przeczytania:) Nie zawiedziesz się:)
    Pozdrawiam również!:)

    Beatrix
    Ja Grishama przeczytałem prawie wszystko:) Firma to jedna z moich ulubionych jego ksiązek, Raport trochę mniej:)

    Viconia
    Przeczytaj!:) Na pewno nie pożałujesz:)

  5. Ja podobnie jak Ty, Pablo, przeczytałem wszystko Grishama, co wpadło mi w łapki. Najbardziej podobał mi się „Obrońca ulicy”, „Ława przysięgłych”, „Czas zabijania”. Czytałem to już dawno temu, ale muszę sobie to kiedyś odświeżyć:)

    pozdrawiam!

  6. Ja zaś jako początkujący mol książkowy Grishama nie czytałem (mniemam że wstyd się przyznać), ale po tak zachwalających komentarzach zapewne kiedyś po niego sięgnę🙂
    Kurcze, nie wiem dlaczego ale nie przemawiają do mnie okładki z wyd. Amber. Jedynym wyjątkiem są „Herosi z Doliny”.

  7. Grisham, Ludlum, Cook, Custler, itepe itede – wrzucam te nazwiska zawsze do jednego worka i omijam starannie. Uprzedzenia, ale nie ciągnie mnie do ich książek wcale a wcale. Zrobiłam mały wyłom dla Cobena, pod presją, mile mnie zaskoczył, ale tylko serią z Myronem. Więc to humor mnie kręci a nie akcja.
    Przyznaję jednak, że kiedy tyle dobrych słów pada pod adresem pisarza z ust kogoś, kto ma wyczucie literackie tak jak Ty, Pablo, trudno nie zwątpić we własne przekonania. Będę trzymać autora na liście rezerwowej – na czas przekory😉

  8. Swojego czasu, kiedy miałam fazę na kryminały – zaczytywałam się Grisham’em. Potrafiłam pójść do biblioteki i nie patrząc na tytuły brać książki tego autora😉 Oczywiście jak to ja swojego czasu – przedobrzyłam i się przejadłam, schematy zbrodni zaczęły mi się powtarzać i tak dalej. Jednak mam nadzieję, że kiedyś do niego wrócę😉

  9. przy herbatce;)
    Ława i Czas zabijania to top klasa moim zdaniem:) Obrońca już nieco słabszy, ale wciąż super:) Ja kocham wręcz Firmę Króla afer i Ominąć święta:)
    Co jakiś czas do Grishama wracam, bo sposób w jaki on pisze jakoś do mnie trafia i udanie relaksuje:)
    Pozdrawiam!:)

    Maks
    Z okładkami masz rację, ale na żywo robią o niebo lepsze wrażenie:) Okłada Herosów jest super!:) Aż się prosi o jakieś „twarde” wydanie:) Jeżeli chcesz do Grishama podejść, do czego gorąco zachęcam, to proponuję na start Firmę, Czas zabijania, raport pelikana albo Ławę przysięgłych:)

    maioofka
    ulalala Grishama wrzucić do jednego worka z Cusslerem czy Ludlumem… Grzech:) Ludluma nie trawię, Cussler jest dla mnie masowo piszącym naiwniakiem:) Cobena tez jakoś tak średnio:) Grisham to dla mnie co najmniej jeden poziom wyżej:)
    Dzięki za te wyczucie;) Co do Grishama, spróbuj Czas zabijania:)

    arsenka
    Faktem jest że masowe czytanie jednego pisarza prowadzi do przesytu:) Też tak miałem swego czasu z Grishamem:)

      • Petrus
      • Czerwiec 21st, 2011

      Oj, muszę stanąć w obronie Ludluma. Czytałeś Protokół Sigmy albo Zlecenie Jansona? Albo nawet Przesyłkę z Salonik?

      A Cusslera Atlantyda Odnaleziona? Kiedyś zacząłem czytać jakąś książkę Cusslera i szybko przerwałem. Zraziłem się na parę lat, ale któregoś dnia sięgnąłem po Atlantydę i było warto. Naprawdę znakomita książka. Najlepsza i wyjątkowa z tych jego powieści, które znam.

      Poza tym książki wszystkich tych autorów nie są równe. Gdzie takiej Zdradzie Tristana Ludluma do jego Protokołu Sigmy! Atlantyda Odnaleziona wybija się wśród książek Cusslera. Niektórymi pozycjami Grishama byłem mocno rozczarowany. Jeśli dobrze pamiętam, to m.in. chwalonym przez Ciebie Król Afer jest, przepraszam, do kitu – totalna amatorka. Do połowy niesamowity, a później mamy Deus ex machina jak u początkującego pisarza. Wybaczcie, profesjonaliście po prostu nie wypada pisać takich bubli. Nie chodzi o mój, czy Twój gust, tylko o to, czy książka jest dobrze napisana, czy nie (a taka, w której autor stosuje Deus ex machina żeby mógł udowodnić swoją z góry przyjętą tezę nie jest dobrze napisana).

  10. Ja niestety do tej pory po książki Grishama nie sięgałam. Może kiedyś to nadrobię. Film widziała, był świetny. Jeśli książka jest lepsza to muszę to nadrabianie zacząć szybciej, niż pierwotnie miałam w planach😉

  11. Okładka boska!
    Nie obraź się – Twojego typowego „pazurka” mi trochę zabrakło w tej recenzji – jakby Cię książka nie porwała, tylko zainteresowała🙂 Masz coś takiego, że im lepszą książkę czytasz, tym bardziej czuć to w recenzji – ta jest… sztampowa😉

  12. enedtil
    Grishama polecam zacząć od np: Czasu zabijania:) Ostrzegam jednak, że jeżeli Ci siądzie, to będziesz uzależniona:)

    Madzia
    hehe:) Na żywo lepsza:) Wiem, że pazurka trochę zabrakło;) Masz intuicję!:) Jutro wrzucam recenzję Marsa… na niej się wyprztykałem z ostrości;) „Klient” to taka czwóra z wypracowania na polskim:) Wszystko dobrze, spójnie i ciekawie, ale głowy nie urywa:) Muszę chyba półkę na LC zrobić „Książki na podróż”😉 Ta idealnie pasuje:) Wpadnij jutro i napisz koniecznie, jakie masz wrażenia, bo jak coś zaostrzę języczek:))) Sztampie mówię nie!:)

    • Paweł, nie tyle intuicję (choć ją też posiadam), co raczej to, że autora, czyli Ciebie, czytam od pół roku średnio dwa razy w tygodniu😉
      Spoko, zajrzę, bo jestem ciekawa Marsa🙂 A z ciekawości: jak takowe ostrzenie będzie wyglądać?😉

      • Też fakt;) Przypuszczam, że ostrzenie nie będzie potrzebne, bo moim zdaniem to co o Marsie napisałem wystarczy;)
        Ostrzenie by polegało na bardziej osobistej nucie w recenzjach;) Ale jakoś nie lubię przekraczać pewnej granicy, więc mam nadzieję, że nie będzie trzeba;)
        Wracam do Lublina rok 1930;) Wroński całkiem fajne kryminały pisze:)

  13. Czytałam jedną książkę Grishama. Lubię go. Tylko, że to jeden z tych autorów, których zacznę czytać, gdy będzie czas, więc przez jakiś czas na pewno jeszcze nie🙂. Nie dlatego, że nie chcę, a dlatego, że doba jakoś nie chce się rozciągnąć. Recenzja jak zawsze mistrzowska.

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: