„Kino Venus” Marcin Wroński

W literaturze – podobnie jak w kinie – co jakiś czas trafia się niebagatelna postać głównego bohatera, zapadająca w pamięć na dłużej, często stając się wzorem dla naśladowców. Ograniczając się do samych kryminałów wspomnę chociażby o Brudnym Harrym, Herkulesie Poirot, Henrym Holu czy Martinie Becku. Po przeczytaniu drugiego tomu retro – kryminału Marcina Wrońskiego zatytułowanego „Kino Venus”, opowiadającego o kolejnym śledztwie podkomisarza Zygmunta Maciejewskiego, mam nieodparte wrażenie, że oto przede mną wyrasta nowa kultowa postać polskiej myśli detektywistycznej.

1931 rok w Lublinie nie zapowiada się nadzwyczajnie. Na ulicach panuje względny spokój, a w gospodarce kryzys. Komisarz Maciejewski zostaje przeniesiony na stanowisko kierownika II komisariatu, co wiążę się między innymi z koniecznością codziennego noszenia munduru i mnóstwem papierkowej roboty. Na domiar złego, nowy nadkomisarz wyraźnie nie pała do niego sympatią, a podkomendni są w większości – oględnie mówiąc – mało rozgarnięci. Kiedy zdaje się, że cały świat obrócił się przeciw Zydze, w jego rewirze znaleziony zostaje trup młodej dziewczyny, a ceniony detektyw ze stolicy składa komisarzowi nietypową propozycję.

W „Morderstwie pod cenzurą” Wroński skupił się na niejasnych partyjno – politycznych stosunkach, panujących w kręgach miejscowej władzy. W „Kinie Venus” poszedł o krok dalej. II część przygód Maciejewskiego to książka brudna i zdecydowanie bardziej mroczna. Sprzyja temu tematyka powieści, którą w tym wypadku jest pornograficzne podziemie i handel kobietami. Autorowi nieraz udało się skutecznie wywołać u mnie gęsią skórkę. Wrażenia płynące z lektury potęguje fakt, że książka oparta jest na autentycznych wydarzeniach, które miały miejsce w tamtych czasach. Mnie osobiście zaskoczyło, że latach międzywojennych kręcono już filmy porno. A kręcono, i to nie byle jakie.

Fabuła (choć świetna) przeżywa w środku powieści drobny kryzys. Ratują ją jednak genialne kreacje bohaterów. Znani z pierwszej części Zielny, Fałniewicz i Kraft zyskują dodatkową głębię a nowe osoby – jak chociażby Przodownik Anińska – wnoszą nową jakoś do książki. Wielką siłą Wrońskiego jest umiejętność ożywiania tych postaci. Nie są one wymuszone, ani nie robią wrażenia manekinów. Każda z nich posiada własnych charakter, odrębne zainteresowania, sposób radzenia sobie z życiem, czy chociażby styl prowadzenia dialogów. Naturalnym tego następstwem są genialne konwersacje. Często ożywione, toczące się niebywale dynamicznie i oczywiście niejednokrotnie odbywające się przy wódeczce i papierosku. Nadaje to całej powieści specyficzny, lekko cierpki posmak.

Zarówno fabuła jak i sami bohaterowie nabywają jednak prawdziwej jakości przy zestawieniu ich z Lublinem. Miasto w powieści żyje własnym życiem. Kiedy wraz z Maciejewskim przemierzamy uliczki i różne zakamarki, gdzieś z boku życie toczy się nieustannie, jakby niezależnie od opowiadanej historii. Dodatkowo, do książki dołączono płytę audio „Kryminalny Lublin”, na której znalazła się wirtualna wycieczka po dawnym Lublinie, w którą zabiera nas sam autor. Przesłuchałem z przyjemnością i było to naprawdę mile spędzone 35 minut.

Za zakończenie powrócę jeszcze do komisarza Maciejewskiego. W „Kinie Venus” został on pokazany jako facet nie stroniący od kobiet i alkoholu, z licznymi wadami z jednej strony, za to z drugiej jako błyskotliwy i twardy glina, nie mający skrupułów by nagiąć prawo w celu złapania bandyty. Antypatyczny i zuchwały – takiego właśnie go uwielbiam i dla samej jego postaci warto książkę przeczytać. Do tego dochodzi oryginalna fabuła, zagmatwana historia w pornografią w tle, twardzi gliniarze i przebiegli przestępcy, a to wszystko z fantastycznie odwzorowanym miastem w tle. Polecam każdemu miłośnikowi dobrych kryminałów.

Polecam gorąco!

Wydawca: W.A.B.

Ilość stron: 352

Data wydania: styczeń 2011

Moja ocena: 8/10

Recenzję pierwszej części przygód komisarza Maciejewskiego znajdziecie tutaj.

Przypominam, że nadal trwa konkursik. Pozwolę sobie rymek powtórzyć: Tylko do niedzieli, szukam właścicieli!:) O!

  1. Korci mnie ta książka ale niestety nie mam jej, jak na razie gdzie wcisnąć😉 W każdym bądź razie wpisuję ją na swoją listę i miejmy nadzieję, że w końcu doczekam się spotkania z tą lekturą.

  2. kurcze znów kusisz🙂 a ile jest tych książek z Maciejewskim? bo rozumiem, że to jakaś seria. Pogrzebałabym w necie ale jakoś nie mam siły ;)))

    • Ysabell
    • Luty 19th, 2011

    Z Wrońskiego Ci się w tytule notki zrobił Skowroński…🙂
    A po komisarza Maciejewskiego prędzej czy później sięgnę. Chociaż mroczniejsze klimaty nieco mnie przerażają, bo w głowie włącza mi się alarm pt. „Marek Krajewski”.

  3. Lena
    Warto przeczytać, więc trzymam kciuki:)

    Mary
    Kilka dni temu miała premierę trzecia, więc szału nie ma na razie. Pierwsze wydania przecenione gdzieś widziałem… chyba allego:)

    Ysabell
    Dzięki:) Zmęczenie weekendowe chyba:)
    Jak tylko bliżej poznam Krajewskiego, wtedy porównam. Moim zdaniem Wroński pisze z wyczuciem, nie przekracza granic dobrego smaku, a w „Kinie…” mógł naprawdę przegiąć.

    • klkaja
    • Luty 20th, 2011

    Jestem ciekawa jak wypadnie Twoje porównianie Wroński – Krajewski. Bo pierwszego ja nie znam, drugieczo czytam jak najęta i mi się bardzo podoba. No a jestem osobą, która lubi brutalne, pełne trupów, krwi i smrodu opisy, więc Krajewski nie jest dla mnie wcale taki mroczny. Czytałam brutalniejsze książki!
    A tym Wrońskim to kusisz strasznie! W ogóle nie mogę tu zaglądać, bo tak dobrze czyta mi się Twoje recenzje, że wszystkie te książki chciałabym od razu zacząć czytać!🙂

  4. Nabieram coraz większej ochoty na te książki Wrońskiego. A powyższą recenzją spowodowałeś, że się ostatecznie zdecydowałam na przeczytanie😉.

  5. klkaja
    Wroński to moim zdaniem dżentelmen pióra. Krwawe opisy są rzadkie i mało pikantne. Mnie się to osobiście podoba, bo to w sumie kryminał retro i pasuje do niego taki specyficzny styl starych filmów, w których nie było mordobić ani krwi za bardzo:)
    Krajewskiego mam w planie bliżej poznać, ale kiedy to nastąpi…:)
    Dzięki:) Komisarza Maciejewskiego naprawdę polecam – dawno już tak dobrych polskich kryminałów nie czytałem:)

    Maya
    Super!:) Obiecuję, że postaram się zrecenzować jeszcze najnowszą trzecią część:)

  6. Jak książka wpadnie mi w łapki, to z przyjemnością przeczytam:)

  7. Brudno i mroczno, mówisz? Do tego dobre kreacje bohaterów i ciekawe dialogi? Chyba będę musiała się bliżej przyjrzeć panu Wrońskiemu😉

  8. Wygląda na to że pan Wroński przygotował świetną trylogię o przygodach prawdziwego gliny.
    Skrycie liczę że trzeci tom także pojawi się wkrótce na Twoim blogu🙂 Aż nie mogę się doczekać kiedy sam zagłębię się w detektywistyczny klimacik Lublina.

  9. kasandra
    Polecam:)

    enedtil
    Polecam kryminały z Maciejewskim jak najbardziej:)

    Maks
    Już się piszą to IV i V:) Też liczę, że pojawi się recenzja III części, ale to już nie ode mnie zależy:)
    Polecam te kryminały właśnie ze względu na świetny klimat retro.

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: