Archiwum dla Luty 25th, 2011

„Pies w studni” Marcin Wolski

Marcin Wolski to postać nieprzeciętna, a jego twórczość literacka często odbiega od głównego nurtu. Idealnym tego przykładem, jest „Pies w studni”, czyli pierwszy tom trylogii o tym samym tytule. Autor już na okładce zaznacza, że książkę napisał z potrzeby serca, na przekór amerykańskim standardom panującym w literaturze i filmie. Jest oryginalnie, nietypowo i niełatwo. Zacznę jednak od początku.

Olśnienie przyszło nagle. Oto zdałem sobie sprawę, co drażni mnie w większości amerykańskich produkcji literackich i kinowych z pogranicza fantastyki i horroru. Oto okazuje się, że z małymi wyjątkami głównym wrogiem współczesnego człowieka jest zawsze prawica, a ściślej – sam Pan Bóg i jego przyjaciele. Obłąkani mordercy i gwałciciele słyszą chóry anielskie i podają się za synów Bożych.

Po przeczytaniu pierwsze strony doznałem małego szoku. Wolski nie kreuje jakiegoś fantastycznego świata, ani nie rzuca czytelnika w realia kosmiczne. Znajdujemy się za to w XVII wieku, w fikcyjnej republice Rosettinie położonej gdzieś we Włoszech. Głównym bohaterem i narratorem powieści jest Alfredo Derossi zwany „Il Cane”. Wolnomyśliciel, zwolennik postępu i ateista, tak po krótce można by go scharakteryzować. Pierwszą część „Psa w studni” zajmuje jego opowieść, w której przedstawia nam swoją historię od wczesnego dzieciństwa, aż do chwili teraźniejszej kiedy gnije w więzieniu skazany na stracenie za herezje. Wskutek pewnych wydarzeń, zamiast na dnie studni śmierci, ląduje on jednak w 2001 roku, we współczesnym nam świecie.

Pierwsza, historyczna część książki, moim zdaniem Wolskiemu wypadła średnio. Język jest co prawda ciekawy, stylizowany na późnorenesansowy, a opisy soczyste i bogate, jednak całość skutecznie mnie nużyła. Brakowało mi w tym wszystkim iskierki i wydaje mi się, że autor wprowadził nieco na siłę ten element, by kolejna – zdecydowanie lepsza – część powieści zyskała na wiarygodności. Rosettina w 2001 roku wypada już dużo sugestywniej. Brud, moralna zgnilizna, wszechobecna komercja i społeczne znieczulenie to elementy rządzące światem. Wolski celowo przerysował te cechy, przez co zyskały na sile przebicia. Religia wraz z jej wartościami, konserwatyzm i jakiekolwiek skrupuły, to wartości zepchnięte w niebyt przez rozkrzyczane media i rządnych zysku przedsiębiorców.

Wolski jako źródło zła i zatracenia ludzkości wskazuje wolność, równość i postęp, rozumiane jednak z byt szerokim kontekście. Rysuje przed czytelnikiem wizję świata, nie ograniczanego normami, z ciągle naciąganą granicą tolerancji. Dla samego przesłania, warto się z książką zapoznać.

A w ogóle zła jest władza, porządek, hierarchia. Resztki dobra ostały się w szarych ludziach, najlepiej kolorowych, o liberalnych preferencjach seksualnych. Próżno szukać na milionach zadrukowanych kart lewicowych dewiantów, spisków czerpiących z materialistycznej inspiracji, komunistycznych obłąkańców chcących zapewnić wszystkim (z wyjątkami) Wolność, Równość, Braterstwo.

„Pies w studni” to książka niełatwa, ale wartościowa. Wolski pod postacią całkiem niezłej fantastyki, wskazał problemy nurtujące współczesny świat. Mimo, że dał się ponieść nieco swoim konserwatywnym poglądom, nie przeszkadza to w ogólnym odbiorze książki, która – po nieco przydługim wstępie – wciąga skutecznie w zdemoralizowany świat Rosettiny XXI wieku i daje mocno do myślenia. Polecam czytelnikom, szukającym w książkach raczej czegoś więcej niż tylko prostej rozrywki. Miłośnicy czystej i łatwej fantastyki, mogą czuć się po lekturze nieco zawiedzeni.

Wydawca: SuperNOWA

Ilość stron: 301

Data wydania: 2000

Moja ocena: 7/10

Recenzja opublikowana wcześniej na portalu Fantasy Book.

Reklamy
Reklamy