„Apsara” Marek R. Litmanowicz

Kiedy biorę do ręki książkę, która liczy sobie ponad 750 stron, liczę na to, że wydawnictwo dobrze przemyślało jej wydanie. Z takiej objętości byłoby co wycinać, a skoro nie zdecydowano się na taki krok, powieść musi być rzeczywiście świetna. Takie mniej więcej myśli, krążyły mi po głowie, przed sięgnięciem po „Apsarę” Marka Litmanowicza. Nie ukrywam, że miałem też pewne obawy. W końcu panuje trend, że świetne wielostronicowe powieści, dzieli się dla zysku na kilka tomów. Po bolesnym przełknięciu „Apsary”, wiem już, dlaczego Świat Książki nie podzielił jej na kilka części. Drugi tom po prostu by się nie sprzedał.

Trudno jest zarysować fabułę „Apsary”, by nie zdradzić fabuły pierwszych kilkuset stron. Głównymi bohaterami powieści są trzej młodzi faceci: Paweł, Jacek i Robert. Łączy ich pasja do muzyki i pewna słabość do pięknych kobiet. Okresowo pojawia się jeszcze cała masa postaci drugoplanowych, których perypetie przeplatają się z losami naszej trójki. Paweł to zdolny pianista. Podczas pobytu w Iranie, gdzie zagrał pionierski koncert, spotyka go nie lada przygoda, której następstw nie będzie w stanie przewidzieć. Jacek, dobry znajomy Pawła, to ceniony ginekolog, który problemy z żoną Anią, przeplata z dylematami moralnymi związanymi z aborcją. Kto mógł przypuszczać, że konferencja w Stambule stanie się dla niego przełomowym momentem w karierze.

Kiedy zastanawiałem się nad jakimś zgrabnym streszczeniem fabuły, popadłem w kłopoty. „Apsara” jest napisana w tak chaotyczny i pogmatwany sposób, że trudno jakkolwiek zarysować jej treść. Dosłownie rozmywa mi się ona pod palcami. By napisać coś sensownego, musiałbym zdradzić połowę opowiadanej historii. Wynika to zapewne z rozdrobnienia fabuły na wiele wątków, które mimo pewnych wysiłków autora, nie łączą się sensownie ze sobą w jedną zgrabną całość. Wygląda to tak, jakby ktoś wrzucił 3 różne książki do miksera, włączył wysokie obroty, po czym zalał żelatyną i wlał do formy w kształcie książki.

Niesłychanie irytujące są też opisy-potworki, wyskakujące w każdym możliwym miejscy. Każda, nawet najdrobniejsza i najoczywistsza czynność, pociąga za sobą zbity blok tekstu, z którego dowiemy się o zapachu, fakturze, marce, roku i miejscu produkcji oraz poznamy osobiste zdanie lub wyobrażenie bohatera na jej temat. Celowo użyłem określenia „zbity blok tekstu”, ponieważ po pewnym czasie po prostu przelatywałem wzrokiem te miejsca. W końcu czytanie ma sprawiać przyjemność prawda?

By oddać sprawiedliwość, „Apsara” nie jest wcale taka tragicznie zła. Ma kilka swoich momentów. Niestety najlepszy jest początek, a im dalej, tym słabiej. Litmanowicz, kiedy już pisze konkretnie, robi to naprawdę wyśmienicie. Łatwo da się wyczuć potencjał autora w miejscach, w których coś się dzieje. Miałem wrażenie, że Pan Marek dawał się w takich momentach ponieść talentowi, przez co brzmią one autentycznie i bardzo skutecznie odrywają czytelnika od rzeczywistości. Szkoda, że są w tak przytłaczającej mniejszości.

Moim zdaniem „Apsara” absolutnie nie jest lekturą przeznaczoną dla mężczyzn. Jest to typowe kobiece czytadło, starające się poruszać w czytelniku płytkie emocje a’la amerykańska komedia romantyczna tudzież brazylijski serial. Szkoda, że autor nie napotkał na swojej drodze osoby, która drastycznie wycięłaby zbędne elementy, a te istniejące połączyła w spójną całość. Wtedy zapewne mielibyśmy do czynienia z powieścią bardzo dobrą, a tak niestety, mam przed sobą książkę przeciętną, która ze względu na swoją objętość staje się pozycją ciężkostrawną.

Wydawca: Świat Książki

Ilość stron: 768

Data wydania: marzec 2011

Moja ocena: 4/10

Recenzja opublikowana wcześniej na serwisie Lubimyczytać.pl

  1. uuu, a ja właśnie czekam na tę cegiełkę;)
    I sama chciałam, mimo że już widziałam tę recenzję na LC. No nic, zobaczymy. W wypadku Dżozefa nasze opinie się rozjechały, więc liczę i tutaj na to samo. Że jednak mi się będzie podobać.:)

    • viv
    • Kwiecień 19th, 2011

    Jakkolwiek by to wyznanie nie zabrzmiało, w sumie się cieszę, że ocena taka słaba, bo nie lubię grubych książek, a gdybyś mocno chwalił, miałabym dylemat, czy mimo przerażających (dla mnie) rozmiarów książki nie poszukać. Dylematu nie mam, za co serdecznie dziękuję:)

  2. Ja za to bardzo lubię grube książki, ale takie płytkie czytadła to raczej nie dla mnie.
    A tak przy okazji spytam, czy moja przesyłka dotarła?😉

  3. kalio
    Książka nie jest bardzo zła. Gdyby miała, powiedzmy 300 stron, pewnie dostałaby ode mnie 7/10. Jednak po pięćsetnej stronie, zaczęła mnie męczy i irytować… Szkoda:)
    Jeżeli nam się skutecznie będą gusta rozmijać, to tez dobrze, bo będziemy wiedzieć, na czym stoimy;)

    viv
    Rozmiar akurat był dla mnie początkowo zaletą:) Lubię „grubaski”, bo lubie kiedy to co dobre trwa długo:) Gorzej, jeżeli mam do czynienia z przypadkiem odwrotnym:(

    Beatrix
    hmm książka porusza pewne głębsze emocje podczas koncertów młodego pianisty. Poza tymi chwilami raczej irytuje. Dotarła i wywołała spore zamieszanie u mnie w domu:)))

  4. 4/10 czyli dla wytrwałych? Dylematu nie mam, mam co czytać (choć mężowi mówię co innego :P) więc nie sięgnę.

  5. Kocham książkowe grubasy, ale wiele razy trafiłam właśnie na „przedobrzenie” tekstu, czyli pisanie o wszystkim i o niczym i jeszcze o tamtym😉
    Dobrze, że ostrzegasz ;]

  6. Ciężkostrawna.. to nie:/ Jeśli książka jest długa, to powinna być taka tylko z jednego powodu: że jest tak fajna, że nie ma prawa się kończyć. Ale skoro jest tak jak mówisz, to z pewnością po nią nie sięgnę.
    Pytanko: kiedy Małecki i kiedy Kosik? ;D (Ja nie odpuszczam ;P)

  7. A ja protestuję! Samej książki może i nie czytałam (na szczęście, jak się okazuje), ale wierzę w istnienie MĘSKICH czytadeł poruszających płytkie emocje a’la seriale brazylijskie!😛 Facet facetom napisał i trzeba się z tym pogodzić, a nie degradować tak kobiecość w literaturze jako wyznacznik miałkości. O. Dziękuję za uwagę🙂

  8. Czyli jednak dobrze zrobiłem odpuszczając sobie ten tytuł😉 Los nade mną czuwał, inaczej mając 2 tygodnie czasu musiałbyś walczyć z tym potężnym tomiszczem😉

    • Isadora
    • Kwiecień 20th, 2011

    Dobrze, że tak rzetelnie ją zrecenzowałeś – teraz mogę ją sobie ze spokojem odpuścić:)

    • zacofany.w.lekturze
    • Kwiecień 20th, 2011

    A nawet mnie przez chwilę kusiło na LC, żeby wystartować po tę książkę:P Los strzegł, a raczej za wysoko postawiona poprzeczka odstraszała:D

    • Szkoda, że się nie zgłosiłeś:) Ja chciałem zrezygnować, ale zgłosiło się tyle osób co było ksiażek… no i się wpakowałem na minę;)

      • Kołaczą się we mnie czasem resztki instynktu samozachowawczego:P A poza tym odrzuca mnie ten dwutygodniowy termin na zrecenzowanie, chyba nie spać bym musiał, żeby taką cegłę przeczytać:D

  9. Przejrzałam ją wczoraj w empiku i coś mi nie grało po kilku przeczytanych stronach. Choć lubię powieści długi i wielowątkowe, to tę chyba sobie daruję.

    „Wygląda to tak, jakby ktoś wrzucił 3 różne książki do miksera, włączył wysokie obroty, po czym zalał żelatyną i wlał do formy w kształcie książki” – Moje ulubione zdanie z tej recenzji🙂 Takie przedświąteczne🙂

  10. Madzia
    Jak napisałem wcześniej, gdyby ksiązka była krótsza, dostałaby lepszą ocenę. Trzeba jednak spędzić ok tygodnia by ją przeczytać (czcionka nie jest duża, ani rozstrzelona). Jak ja mam spędzić nad czymś tydzień, to musi to być coś naprawdę doskonałego, inaczej szkoda czasu:)

    arsenka
    Dokładnie! Przedobrzenie ma tutaj miejsce:) Poza tym z perspektywy czasu, drażnią mnie wplatane wszędzie poglądy autora na sprawy aborcji, polityki itd:)

    Madeleine
    Tak jest! Dokładnie! Książka ma prawo być grubaśna, pod warunkiem, że chce się ją czytać bez końca:)
    Ehh:))) Małecki jesienią:) Wcześniej nie dam rady:) Co do Kosika, to kurka wciąż jest na czołowej pozycji, ale trafiają mi się ksiązki z priorytetem „natychmiast” i tak to się przesuwa:)

    maioofka
    Hmm w sumie masz rację:) Tylko, że ja osobiście nie znam faceta, ktory oglądałbym seriale made in Brazil:) Facet facetom napisał książkę o muzyce klasycznej, aborcji i egzotycznych krajach, która jest dodatkowo totalnie przegadana:) Wybacz mi więc to porównanie:) W moim odczuciu pomylił tematy oraz sposób serwowania akcji:) Czytadło dla faceta, kojarzy mi się raczej z Cusslerem, Kellermanem, Grishamem czy Forsythem.

    Maks
    Cóż, napiszę tylko krótko, że sformułowanie „walczyć” jest w tym wypadku wyjątkowo celnie dobrane.

    Isadora
    Myślę, że bez poczucia straty można ją sobie odpuścić. Zerknij jedynie na opis koncertu Chopinowskiego jeżeli będziesz miała ksiażkę w rękach – wyjątkowo wyszedł autorowi, świetny kawałek:)

    grendella
    Dokładnie! Mnie te uczucie „coś mi tu nie gra” towarzyszyło aż do samego końca.
    Dzięki:) Jakoś wpadło mi to zdanie do głowy:) Ciekawe spostrzeżenie z tą swiątecznością:) Powieszę je sobie w takim razie na lodówce;))

    • Dobra, powieś na lodówce, a potem upiecz mazurek w kształcie książki🙂 I koniecznie pochwal się zdjęciem!

  11. A ja powiem tak – rzadko kiedy sugeruję się opiniami innych przy doborze lektur. Jeszcze się nie zdarzyło, żeby jakakolwiek recenzja mnie odstraszyła od książki, którą w pierwszym impulsie chciałam przeczytać. I odwrotnie – jeśli mój pierwszy odruch po przeczytaniu zapowiedzi był negatywny, to żadne, najbardziej nawet zachęcające recenzje, nie przekonały mnie, żebym ją kupiła. No, chyba że sama mi się w łapy pcha, jak było np. z Dżozefem. Co potwierdziło moją teoryjkę – mam nosa. Najczęściej, bo jednak w niektórych wypadkach mogę się mylić.

    Dlatego powtarzam z uporem maniaka – chcę sama sprawdzić, jak to jest z Apsarą. Owszem, może się okazać, że też mi się nie spodoba. Ale nie skazuję jej z góry.

  12. Przeczytać, czy nie przeczytać… O to jest pytanie ;)) Chyba raczej nie przeczytam😉 Terminy mnie gonią, a i twoja opinia nie za bardzo mnie zachęciła ;))

    ***

    Co do komentarza u mnie…

    Zasłonki ponoć zdjąłeś ale z miłą chęcią pożyczę Ci tą książkę… jak coś, to podeślij tylko adres😉

  13. „Po bolesnym przełknięciu „Apsary”, wiem już, dlaczego Świat Książki nie podzielił jej na kilka części. Drugi tom po prostu by się nie sprzedał” – dobre ;-D

  14. Wiesz, czasem dla kobiet też powstają niezłe książki😉. A ta mnie nie zainteresowała.

  15. Wygląda to tak, jakby ktoś wrzucił 3 różne książki do miksera, włączył wysokie obroty, po czym zalał żelatyną i wlał do formy w kształcie książki….umarłam! hihi!! :))

    Trafiłam wcześniej na pełną zachwytów recenzję owej książki, blog nie był mi znany, gust recenzenta również. Cenię sobie Twoje opinie i sądzę, że książki również bym nie strawiła. Generalnie mimo wszystko lubię przekonać się na własne oczy i wyrobić sobie swoje zdanie tak w tym przypadku nie zaryzykuję. Za grubo i za nudno?🙂

    Pozdrawiam🙂

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: