„Tupcio Chrupcio. Ja się nie boję!” Eliza Piotrowska

Bezkonkurencyjny Tupcio uderza ponownie. Tym razem stawia czoła wszelkim fobiom i strachom, jakie stają na drodze naszym kilkuletnim pociechom. Już sama okładka przyciągnęła skutecznie uwagę mojego 3 latka. Okazuje się że tajemnicze potworzaste oczyska i wystraszony Tupcio działają czasami lepiej, niż wielka kopara.

Godzina 20:15. Upragniona pora, kiedy Alek leży już w swoim łóżeczku i sobie zasypia.

– Tatoooo!! – rozlega się donośne wołanie.

– Słucham? Dlaczego nie śpisz? – pytam cichutko i spokojnie.

– Tam som dziwne oczy. – znam ten szemrany ton udawanego strachu.

– Tam nic nie ma, to jest tylko odbicie światełka. – wyjaśniam nadal w pełni kontrolując sytuację.

– Nie! Śwatło czeba włonczyć! – czyżby młody odkrył karty?

– Aleksander, teraz jest noc i jest czas na spanie. – odpowiadam nadal spokojnie, acz kategorycznie.

– Ehhh – tym razem uznał swoją porażkę. Pewnie następnym razem wyciągnie wnioski.

„Ja się nie boję!” to kolejna świetna książeczka z serii przygód Tupcia Chrupcia. Temat strachów został potraktowany kompleksowo, co ma swoje dobre ale i złe strony. W książeczce podejmowane są problemy z zasypianiem, strachu przed potworami, przed wodą i burzą, oraz zatargi ze starszakami w przedszkolu. Taka uniwersalność spowodowała, że niestety musiałem omijać moment o przedszkolu, ponieważ Alek jako nie-przedszkolak, w ogóle się tematem nie interesował. Nie psuje to jednak pozytywnego odbioru całości.

Kiedy w Tupciu dochodzimy do opisu burzy z piorunami, nagle dochodzi do pewnej nieścisłości. „(…) niebo przecinają żółte zygzaki.”

– To nie jest Zygzak! – krzyknął w ostrym proteście.

– Jak to nie? – pytam zdumiony.

– Ciecież Zygzak McQueen to nie jest. – no tak. Auta z Piksara kłaniają się po raz kolejny.

– Aha, no tak… ale ten kształt błyskawicy, to właśnie taki zygzak. – staram się.

– Nie.

– Ależ tak.

– E-E. – uwierzcie mi, „E-E” oznacza definitywny koniec dyskusji… i koniec!

Po raz kolejny zachwyciło mnie wydanie. Twarda okładka wypchana gąbką, wielki kwadratowy format i fantastyczne ilustracje, tworzą wzór dla literatury dziecięcej. Z niecierpliwym potomkiem śmiało można spędzić czas na opisywaniu poszczególnych obrazków. W książeczce znajdziemy zwierzątka, błyskawice, wielgachne krople deszczu (widziane w końcu z perspektywy myszki), a nawet potwora! Niesamowicie działa to na wyobraźnie dziecka. Alek wszędzie teraz widzi oczy, wypatruje refleksów światła i cieni, po czym zachwycony opowiada i pokazuje co znalazł.

– Tucio Jupcio się boi wody. – wyraźnie wywyższa się młody.

– Tak. Ale Ty się nie boisz wody prawda? Jesteś dzielnym chłopakiem? – jak zwykle podpuszczam czekając na ciekawy bieg wydarzeń.

– Tak. – Tak po prostu? Dziwne.

– A lubisz chodzić na basen? – nadal się staram.

– Taaak!! Jutjo idziemy? – klasyczny przypadek kontry.

– Może, jak będziesz grzeczny. – kolejna kontra, tym razem z zasłoną.

– A ja sie boje wody. – czyżby zmiana reguł?

– A mówiłeś przed chwilą, że się nie boisz. – przypominam.

– hmmm… – a to ciekawe! Sam się zdziwił.

Serdecznie polecam „Tupcia Chrupcia: Ja się nie boję!” każdemu rodzicowi. Zaryzykuję stwierdzenie, że nawet kilkunastomiesięczne dziecko zainteresuje się tą książeczką. Mój wybredny i nadpobudliwy 3 latek, daje radę usiedzieć przy niej kwadrans, a to nie byle jaki wynik. Świetne wydanie, fajny język i ciekawie poprowadzona historia w całkiem rozsądnej cenie – oby takich książek dla dzieci było więcej.

Polecam!

Wydawca: Wilga

Ilość stron: 24

Data wydania: kwiecień 2011

Moja ocena: 10/10

Reklamy
  1. Patryczek wprost uwielbia Tupcia Chrupcia a ja też podzielam jego zachwyt:)). Tę książeczkę czytaliśmy wielokrotnie i do tej pory nie znudziła się nam:)
    Pozdrawiam!!

    • Isadora
    • Czerwiec 13th, 2011

    Kurczę, chyba dla własnej przyjemności kupię sobie tę książeczkę! Wasz zachwyt i mnie się udziela!

    Pozdrawiam!

    • viv
    • Czerwiec 13th, 2011

    Na strachy polecam też „Nie bój się misiu” z Wilgi – bardzo przyjemna książeczką z potworem, którym okazuje się… tatuś 🙂
    A co do Tupcia i strasznych oczu, to w „Kapryśnej myszce”, która chyba średnio spełnia swój pedagogiczny cel (metoda na kaprysy to zostawić Tupca, który uciekł, samego na dworze, żeby w nocy się przestraszył i więcej rodzicom nie uciekał, tylko ich słuchał), jak tylko pojawiały się oczy w mroku, Jaś kazał mi zasłaniać je rękoma (sam też to robił), żeby się myszka już nie bała 🙂
    I przypomniało mi się do akcji nocnikowania – jeśli wciąż walczycie. Ponoć u Jaśka w przedszkolu były dzieci pieluchowe, ale wystarczył dzień-dwa obserwowania zaawansowanych w tym zakresie kolegów i też chciały być sadzane. Zatem szukaj wolnych miejsc w przedszkolu 🙂

  2. Pablo, nie musisz czekać na pretekst w postaci dziecięcej książeczki – dialogi Taty z Synem możesz publikować i bez przerywników literackich, a i tak zainteresowanie nie osłabnie ;P

  3. Czy Ty myślałeś, żeby samemu coś napisać.. dla dzieci?

  4. Tupcio jest genialny, kiedy pracowałam w księgarni sprzedawałam go z czystą przyjemnością, bo nie ma nic gorszego niż nadambitna mama czy babcia. A tak miałam nadzieję, zę trzylatek zamiast kolejnej książeczki z materiałem dla siedmiolatka dostanie coś, co jest idealne dla jego wieku.
    A tej nie znam. Pójdę sobie pooglądać, a co 🙂

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: