Archiwum dla Listopad 8th, 2011

Nie-foto relacja z Targów.

Najpierw jednak, podzielę się z Wami… czymś:)

W tym roku fotorelacji z Targów Książki w Krakowie nie będzie. Kolejna próba dezaktywacji optyki, softłeru, pamięci i całej reszty elementów z jakiej składa się przeciętny aparat fotograficzny zakończyła się pełnym sukcesem. Przekonałem się o tym dopiero pod stoiskiem Agory, kiedy przy próbie wykonania pierwszego zdjęcia, aparat wydał ciche click!, po czym beznamiętnie zdechł. Jedynym efektem reanimacji podejmowanej przez tutaj piszącego była moja rosnąca frustracja przy zerowym odzewie maszyny. Kiedy dotarłem wreszcie do domu wymęczony całym dniem w Krakowie, pierwszym celem jaki sobie obrałem, był sprawca owej dezaktywacji sprzętu obrazkowo uwieczniającego. Na moje dywagacje, widać przydługawe i mało treściwe, odpowiedział jedynie nonszalancko:

– Ktoooo? Jaaaaa…?

Zamiast krwi, która powinna zalać mnie falą tsunami, dziwnym trafem spłynął na mnie spokój. Wyniknęło to pewnie z faktu, że miałem plecak i całą furę reklamówek pełne prezentów, a jak powszechnie wiadomo, nie ma nic lepszego niż rozpieszczać własne dziecko i żonę.

Wyłumaczyłem się, a teraz do rzeczy!

Myślałem, czy nie pozanudzać Was tysięczną relacją, których w sieci jest już cały pierdylion. Zamiast tego proponuję coś nowego.

Najpierw podkład muzyczny:

Kawa na ławę i szybka piłka, czyli o Targach bez ściemy.

Do Krakowa dotarłem w czwartek, czyli w zasadzie jedyny dzień, kiedy można tam oddychać ludzkimi sposobami. Tłumu nie było, były za to absurdalne kolejki za kawą. Wystawcy stawili się licznie, jednak jakiegoś specjalnego szału nie było. Jedni podeszli do sprawy poważnie (Znak, Literackie czy Prószyński), inni zaś pojechali po całości (Rebis wybijał się tutaj na prowadzenie). Kilku książek z listy nie zakupiłem, niektóre były zwyczajnie drogie a innych w ogóle wydawcy ze sobą nie zabrali. Nie mówię tu wcale o jakichś starociach (Blade Runnera sobie wymyśliłem i jak nie miałem tak nie mam). Udało mi się pogadać z wieloma fajnymi ludźmi, którzy mieli jeszcze chęć do rozmowy. Przypuszczam, że w sobotę u niektórych chęć zastąpiła niechęć.

Podsumowując, tegoroczne Targi wypadły średnio. Wielcy nigdy nieobecni nie pojawili się i tym razem (Mag, Fabryka, Muza, Zysk), obecni mieli jakoś mniej chęci niż to bywało w poprzednich latach, a nowym wyraźnie brakuje jeszcze środków, by się skuteczniej przebić. Nawet Olesiejuk nie powalił jak w zeszłym roku. Kawa cynamonowa była za to najlepsza od kiedy pamiętam i chyba dla niej właśnie wrócę tam za rok:)

Postaram się jeszcze dzisiaj, bądź w najbliższych dniach wrzucić stos. Już nie pamiętam, kiedy ostatnio jakimś się chwaliłem, więc nazbierało się tego… sami zresztą zobaczycie.

To tyle!

Ave!

Reklamy