„Lodowy smok” George R. R. Martin

George’a R.R. Martina nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. Na polu literatury fantasy pisarz osiągnął już prawie wszystko co było do osiągnięcia (wciąż pozostaje mu do dokończenia Pieśń Lodu i Ognia). Z tego też prawdopodobnie powodu postanowił rozszerzyć swoją twórczą działalność i zafundował, tym razem swoim młodszym fanom, baśń zatytułowaną „Lodowy smok”.

Adara to mała dziewczynka, której skóra jest zimna. Od najmłodszych lat w przeciwieństwie do otoczenia wyczekuje z wytęsknieniem nadejścia zimy. Dopiero kiedy świat okrywa śnieg, a wodę ścina mróz, dziewczynka staje się szczęśliwa. Pewnego dnia, podczas swoich zimowych leśnych wędrówek na jej drodze staje legendarny Lodowy smok. Ta potężna bestia budząca powszechny lęk, wywołuje w Adarze zupełnie przeciwne emocje. Kiedy wszystko zaczyna się układać na ziemie na których mieszka jej rodzina, spada klęska wojny.

Odnoszę wrażenie, że Martin wykorzystał podczas pisania „Lodowego smoka” maksymalnie kilka procent swojego potencjału, co okazało się ilością wystarczającą na twór kierowany do młodego odbiorcy. Opowiadanie czyta się przyjemnie, fabuła jest, a Adara budzi emocje podobne do tych znanych z takich klasyków jak „Kopciuszek”, „Zając i żółw” czy „Brzydkie kaczątko”. Przez większość czasu, pozostaje ona odrzuconą dziewczynką, siostrą gorszej kategorii, niechcianą córką, by po zwrocie fabuły odnaleźć się jako bohaterka i przejść metamorfozę. Klasyk.

Książeczkę czyta się piorunem. 102 strony śmigają nam przed oczyma niczym miesięczna wypłata i szybko, acz nie bez satysfakcji docieramy do końca. Wielka czcionka oraz sporo rysunków tylko ową szybkość potęgują. Dla kręcących nosem na objętość mam informację: to wielka zaleta książki. Kto czyta dzieciakom wie, że ważne jest by historia posuwała się do przodu a strony szybko umykały.

„Lodowy smok” adresowany jest do (na moje profesorskie oko) sześcio – siedmiolatków i starszych czytelników. Będzie idealną książką dla dziecka, które zaczyna samo czytać. Czcionka zachęca, rysunki będą dodatkowo mobilizować, a sama historia ma w sobie to bajkowe coś, co pamiętam z dzieciństwa. W moim rankingu „Lodowy smok” wraz z „Oddem i Lodowymi Olbrzymami” Gaimana, lądują ex equ na pierwszy miejscu w kategorii „pierwsza samodzielna książka dla mojego smyka”.

Polecam!

Wydawca: Zysk i S-ka

Ilość stron: 104

Data wydania: 2011

Moja ocena: niedoskonała, acz magiczna

Recenzja napisana dla portalu Fantasybook. Zapraszam i polecam!

Reklamy
  1. a propos… choć nie do końca a propos. Czytałeś może „Tufa Wędrowca”? Zapomniana powieść, a moim zdaniem jedna z lepszych w jego twórczości. I była jeszcze jedna, coś z mroczeniem światła w tytule bodaj – mam na nią chętkę od dawna. Niedawno zaś miałem przyjemność czytać „Wyprawę Łowcy”, w której mocno partycypował. Dobra rzecz. A „Pieśń…” mam nadzieję, że jej nie skończy… już się zakopał w fabule do tego stopnia, że niemal przestała być interesująca. Chyba, że lubi się „Dynastię” 😉

    • Isadora
    • Listopad 18th, 2011

    Świetna pozycja! Sama chętnie zapoznałabym się z nią bliżej, choć stara baba jestem:)
    Pozdrawiam serdecznie!

  2. Może i jest to książka głównie przeznaczona dla dzieciaków, to przyznam szczerze, że bardzo ładnie ją opisałeś, co spowodowało, że sama jestem nią zainteresowana 🙂 Szkoda, że nie mam żadnych małych dzieci wokół siebie, wtedy wykorzystałabym je jako pretekst do przeczytania książki.

  3. Onibe
    Tufa ani tej drugiej nie czytałem. Polowałem chyba z rok na kilka zapomnianych powieści, ale nie sposób było je dostać, więc odpuściłem, Jak się już alledrogo pojawiły to kwoty jakie osiągały, były absurdalne. Zerknę dzisiaj, może coś się pojawiło:)
    Wyprawa łowcy… śrendnio i się spodobała. Wyczuwałem w niej rozwarstwienie. Tak jakby rzeczywiście piszarze składali ją z kawałków.
    Pieśń sobie obiecałem przeczytać dopiero, jak będzie cała. Dobre serie lubię czytać w kawałku:) Z tą Dynastią mnie zmartwiłeś, chociaż swego czasu serial był bezkonkurencyjny i każdy chyba w niedzielę na niego patrzył:)

    Isadora
    Dla samego wydania warto. Naprawdę pięknie się prezentuje.

    Miqa
    Dzięki! Nie wiem do kogo Martin ją adresował:) Wiem, że dzieciaki nie będą na nią narzekać:) Historia jest prosta – jak to w bajce, ale ma to coś, co mi się podobało:)

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: