„Śniadanie z kangurami. Australijskie przygody” Bill Bryson

Zagadka z geografii: Jak nazywa się stolica Australii? Każdy wie? A co to jest Uluru? Dla cwaniaka która zna odpowiedź na te pytania, mam bonus: Jak nazywa się premier Australii? I co? Kiepsko? To dlatego, że chociaż Australię zna każdy i wie, że kicają tam kangury a Koala wciąga Eukaliptusy, na tym w zasadzie kończy się nasza wiedza. Ciekawscy wskażą jeszcze Emu i najjadowitszego węża na planecie i… i na tym w zasadzie się kończy. Aha! No i Sydney, bo tam była Olimpiada.

Cejrowskie „Rio anakonda” w Australii.

„Śniadanie z kangurami. Australijskie przygody” to książka wyjątkowa. Bill Bryson kroczek po kroczku odkrywa przed czytelnikiem ten mało znany kraj i udowadnia jaki jest ciekawy i niedorzeczny zarazem. Niebagatelny jest sposób, w jaki to robi. Książka pełna jest zabawnych anegdotek i wtrąceń. Wybuchy śmiechu gwarantowane!

„Przyjeżdża na miejsce, znajduje hotel, melduje się, wędruje po okolicy, zwiedza muzea i zabytki, które spotyka na swojej drodze, wypija kilka piw, podsłuchuje parę rozmów i kładzie się spać. Rok później mieszkańcy trzech kontynentów trafiają do szpitala, bo tak bardzo śmieją się z relacji o jego przygodach, że dostają przepukliny.”

„The Age”*

Billa Brysona wcześniej nie znałem. Po przeczytaniu „Śniadania z kangurami” wiem już, że nie będzie to jego ostatnia książka w moim życiu. Facet jest dla mnie odpowiednikiem naszego Cejrowskiego. Często posługuje się ciętym językiem, ma błyskotliwe spostrzeżenia i tą rzadko spotykaną wewnętrzną miłość do tego co robi. Najlepsze jest jednak to, że tą miłością potrafi się dzielić w fantastycznie ekspresyjny sposób. Z samej sympatii dla autora, podczas czytania na ustach gości życzliwy uśmiech, a głośny śmiech wybucha nawet w wypadku średnio śmiesznych żartów – tak jakby opowiadał nam je nasz dobry przyjaciel, którego nie chcemy urazić.

„Bill Bryson to pisarska ekstraklasa, podana z rozbrajającym humorem”*

„Śniadanie z kangurami” to rewelacyjna książka. Autor nawiązuje z czytelnikiem unikatową przyjacielską relację. Nie pytajcie mnie jak to robi, bo nie wiem. Może to zasługa bezpośredniości, może humoru. Wiem jedno, nie często po lekturze książki mam ochotę odnaleźć autora, uścisnąć mu rękę i postawić kilka piw. W tym wypadku, najlepiej by było, gdybym zastał go w jakimś małym, zakurzonym barze, gdzieś na Outbacku, gdzie króliki pożerają resztki Australii, a w każdym ciemnym kącie i pod każdym kamieniem siedzi coś, co tylko czeka, żeby Cię zabić. Ah, ten kontynent ma coś w sobie…

Śmiertelnie polecam!

*cytaty pochodzą z okładki książki.

Wydawca: Zyski i S-ka

Ilość stron: 360

Data wydania: sierpień 2011

Moja ocena: jak koala:)

PS. Odp na pytania ze wstępu: Canberra (serio nie Sydney), Uluru to potęęęęęęęęężny płaskowyż, a premiera nie warto pamiętać, bo oni W Australii albo giną, albo dymisjonują co chwila;)

Reklamy
    • Isadora
    • Listopad 28th, 2011

    WOW! Ależ mi zrobiłeś smaka na tę książkę! Pora napisać do świętego Mikołaja:)
    Pozdrawiam serdecznie!

  1. Nie mam w zwyczaju czytania takich książek, ale ta mnie nawet zachęciła… Takie publikacje są miłą odskocznią od poważnych, długich książek.

  2. Rany, jak Ty potrafisz człowieka zachęcić… Nie czytałam jeszcze żadnej książki tego typu, ale że Australia fascynuje mnie od najmłodszych lat, chętnie sięgnęłabym po dzieło pana Brysona. Niech no ja ją tylko gdzieś dorwę! ; )

  3. A ja mam pytanie niezwiązane z recenzją :p Gdzie ten Murakami, co?? Już tak długo czekam na recenzję NW! Zlituj się 😉

  4. No nie może być! Pablo przeczytał ksiązkę, którą i ja przeczytałam i która mnie się bardzo podobała. 🙂 Bryson jest po prostu „prze”. 😉 Poczucie humoru fantastyczne i pod tym względem jest dla mnie jednak ciut lepszy od Cejrowskiego. 🙂 A jeśli będziesz miał okazję kiedyś pić z Brysonem piwo, to daj mi znać – dołączę się. 😉 Zakładając, że autor do tego czasu nie wypije całego piwa świata… 😉

  5. Bardzo chętnie skorzystam i kupię komuś na prezent – wiem, że się spodoba.
    Nigdy nie wpadłabym na ten tytuł…. 🙂

  6. Ty to wiesz jak człowieka do książki zachęcić 😉

  7. Isadora
    Pisz list do Mikusia! Ponoć w tym roku jest niekryzysowy:)

    Tomek
    Ta książka naprawdę warta jest poznania. Jest świetnie napisana, wciąga jak cholera a Bryson sypie humorem gdzie popadnie:)

    izaa
    Co nie?:) Staram się potrafić;) Z czystym sercem polecam, bo to naprawdę wartościowa lektura i czyta się ją… nie! ją się pożera:)

    Aga
    Jest napisana i lezy:) Czegoś mi w niej jeszcze brakuje, ale już niedługo;) Podobała mi się, ale okazuje się, że widze ją ZUPEŁNIE inaczej niż inni… ciekawe:)

    Ewka
    A jak! Paweł teraz będzie czytał więcej „Twoich” książek. Aktualnie mam ochotę sobie odświeżyć Whartona, daaawno już go nie czytałem, a darze jego piórko spora sympatią. Mam jego „Wieści” w planie przeczytać drugi raz. Fajna książka na święta.
    Rzeczywiście humorem Brysona przewyższa Cejrowskiego, za to gawędziarstwem już chyba nie:) Mimo to obu lubię, ale browarka wolałbym się napić z Billem:) Dam Ci znać jak go gdzieś znajdę;)

    Beatrix
    Zaryzykuję stwierdzenie, że i mężowi by się spodobała:) „Śniadanie” momentami jest nieco rubaszne i piwa tam sporo. Fajnie mi się czytało jako facetowi:)

    Isabelle
    Zachęcanie kobiet trenowałem od 3 roku życia:) Cieszę się, że tyle lat praktyki się nie zmarnowało;)

    • Że inna niż wszystkie, to nic nie szkodzi 🙂 Wręcz odwrotnie – ciekawiej :> Czekam!

  8. A ja tej książki akurat nie czytałam, za to czytałam jego „Ani tu, ani tam” i to było straaaszne… Żarty zupełnie nie śmieszne, podróż nieciekawa . Ja w ogóle nie rozumiem co to za podróż skoro zamiast zwiedzać, poznawać ludzi, kulturę miejsc w których się bywa to przesiaduje się całe dnie w knajpie popijając piwo i patrząc na damskie dekolty… Toż to samo można robić w knajpie na rogu, we własnym mieście! No i tym samym z porównaniem do Cejrowskiego zupełnie się nie zgadzam, toż to dwa inne światy 😉

  9. A ja znałam odpowiedzi na Twoje pytania! 😉 oprócz nazwiska premiera oczywiście 😀
    Jestem strasznie nie na czasie, bo jeszcze nie czytałam żadnej książki Cejrowskiego. Muszę najpierw tych naszych krajowych podróżników poznać, bo oprócz uwielbianej przeze mnie Martyny Wojciechowskiej o całej reszcie nie mam wyrobionego zdania, bo… nie znam 😉
    Po nadrabiam zaległości i wtedy rozejrzę się za tym Australijczykiem 😉

  10. Brysona czytałam „Krótką historię” – to naprawdę ŁEBSKI gość!

  11. Koniecznie, i to szybko muszę przeczytać ten tytuł!;) Ostatnio zbieram ile się da materiałów do czytania o Australii – więc jak znalazł;)

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: