Archiwum dla Grudzień 2011

Najlepszego! Bałwan gratis;)

Jak powszechnie wiadomo, 2011 lat temu, roku pierwszego, narodził się Jezus Chrystus. Do dzisiaj obchodzimy rocznicę jego narodzin, której to wigilia nastąpi już jutro. Z tej właśnie okazji, wraz z moją rodzinką i świeżo adoptowanym bałwanem:Składamy Wam wszystkim życzenia, by te nadchodzące święta były prawdziwe, nie idealne, nie magiczne, nie wyśnione, a rodzinne, normalne i pełne miłości, wzajemnej otwartości i wyrozumiałości.

Poza tym życzę Wam oczywiście tony śniegu, mnóstwa wymarzonych prezentów, żeby polityków porwał duch zeszłorocznych świąt i żeby Polska zdobyła Miszcza Ełropy.

Reklamy

„Epic” Conor Kostick

Wyobraź sobie, że jakość twojego życia uzależniona jest od poziomu, na jakim znajduje się twoja postać w globalnej grze MMORPG. To, jaką dysponujesz bronią, ma bezpośrednie odbicie na szacunku, z jakim traktują cię ludzie, ilość złota w grze przekłada się na fizyczny stan posiadania, a stopień wykształcenia uzależniony jest od postępów gracza. Na Nowej Ziemi ludziom nie pozostawia się wyboru. Codzienną ciężką pracę, zmuszeni są dzielić z tą wirtualną. W wolnej chwili przenoszą się więc w świat tytułowego „Epica” i mozolnie zdobywają oficjalną niefizyczną walutę. Czy system, z pozoru idealny, okaże się tak stabilny jak liczą na to rządzący?

„Historia rozgrywa się w odległej przyszłości na planecie Nowa Ziemia skolonizowanej przez uciekinierów z Ziemi. Ponieważ dawny świat stanął na krawędzi zniszczenia z powodu wojny, w nowym świecie panuje nienaruszalne prawo: nigdy więcej przemocy. Wszystkie konflikty rozwiązywane są więc za pomocą gry komputerowej EPIC – to jedyna legalna forma walki, dlatego każdy mieszkaniec dba o swoją komputerową postać, za pomocą której w razie potrzeby może rozprawić się z wrogiem. Zwłaszcza że na najlepszych graczy czekają lukratywne stanowiska w rządzie…”

Na okładce „Epica” można znaleźć stwierdzenie, że jest on przedstawicielem nowego gatunku: cyber – fiction. Uważam, że taka klasyfikacja książki jest całkiem słuszna. Powieść Kosticka nie pasuje mi do typowego pojęcia s-f, a tym bardziej nie zaliczyłbym jej do fantasy. Fabuła podzielona jest dwutorowo. Erik ma swoje normalne codzienne życie na Nowej Ziemi, gdzie toczą się jego losy. Prawdziwą areną przygodową, w której autor osadził większość część akcji, jest jednak rzeczywistość wirtualna, która jest w przeciwieństwie do „realu” typowym fantasy z elfami, ogrami i magią.

Kostick napisał książkę, która może okazać się dla niektórych czytelników lekturą trudną do zrozumienia. Osoby nie mające do czynienia z jakimikolwiek grami RPG, niekoniecznie nawet internetowymi, mogą mieć kłopot z rozszyfrowaniem Epica. Rządzi się on typowymi dla MMORPG regułami. Bohaterowie rozwijają w grze swoje postacie, zdobywają unikatowe przedmioty i walczą o bogactwo i szacunek. Autor nie wyjaśnia tych podstawowych zasad rządzących w wirtualnym świecie.

Sprawa ma się zupełnie inaczej z czytelnikami, którzy chociaż raz poczuli dumę z posiadania unikatowego przedmiotu, którym udało się podnieść swoją zbroję na wysoki poziom, którzy wykonali jakieś wyjątkowo trudne zadanie w grze RPG. Dla tych ludzi Kostick pisał tą książkę i zrobił to z pasją znawcy. Podczas czytania czułem, jak autor przenosił to unikalne podniecenie, jakie towarzyszy drużynie przymierzającej się do pokonania wyjątkowo trudnego przeciwnika i radość jaka rozpiera po jego pokonaniu. Z książki biją emocje, które mocno mi się udzielały. Do ostatniej strony czytałem ją z wypiekami na twarzy.

„Epic” to książka nietypowa. Nie skupia się na poważnych kwestiach wirtualnej rzeczywistości, nie porusza problemów społecznych z nią związanych i nie aspiruje do miana wielkiej literatury. Kostick stworzył fenomenalną książkę stricte przygodową, którą pochłania się z rumieńcem i najlepiej bez przerywania. Niewiele jest powieści, które spowodowały, że zaskoczony obserwowałem za oknem wschód słońca. „Epic” wyrwał mnie z rzeczywistości, wciągnął do swojego świata i wypluł o świcie.

Polecam gorąco!

Wydawca: Telbit

Ilość stron: 358

Data wydania: październik 2011

Moja ocena: grać! TFU! Czytać!:)

Recenzja napisana dla portalu Fantasybook. Polecam!:)

„Dobry brat, zły brat” Matti Ronka

Piję wła­śnie kawę. Ta odgrzana słodka lura w zasa­dzie wcale nie zasłu­guje na miano kawy, ale piję ją i nawet mi sma­kuje, choć wcale nie powinna. Dobry brat, zły brat to wła­śnie taka lite­racka lura, która nawet mi się podobała.

Więk­szość kry­mi­na­łów, jak sama nazwa wska­zuje, opiera się na kry­mi­na­li­styce, czyli nauce o śladach i meto­dach prze­stęp­stwa. Matti Ronka w Dobrym bra­cie, złym bra­cie wybrał rza­dziej spo­ty­kane roz­wią­za­nie – stwo­rzył czarny kry­mi­nał oparty w dużej mie­rze na socjo­lo­gii. Efek­tem tego jest książka, któ­rej fabuła błą­dzi nie­spiesz­nie wokół głów­nego wątku, od czasu do czasu pod­su­wa­jąc czy­tel­ni­kowi nie­śmiało jakiś frag­ment układanki.

„Mimo poli­cyj­nych kon­troli i wyjazdu Marji na stu­dia do Sta­nów Vik­tor Kärppä stara się pro­wa­dzić przy­kładne życie pra­wo­rząd­nego oby­wa­tela. Nie­stety, sprawy się kom­pli­kują, gdy do Hel­si­nek spro­wa­dza się z Rosji jego star­szy brat Alek­siej, a na rynku poja­wia się zbie­ra­jąca śmier­telne żniwo super­he­ro­ina. Rosyj­ska mafia i fiń­ska poli­cja chcą jak naj­szyb­ciej zli­kwi­do­wać jej dopływ. Bra­cia są na celow­niku. Vik­tor musi więc zna­leźć praw­dziwe źródło nar­ko­tyku. Tym­cza­sem na dro­dze staje ponętna Helena — zamężna kusi­cielka zwia­stu­jąca kłopoty.”*

Naj­now­sza powieść Mat­tiego Ronki nie jest dla każ­dego. Nie znaj­dziemy tu wiele bez­po­śred­niej akcji, strze­la­nin, pości­gów czy wywo­dów deduk­cyj­nych rodem z Hol­mesa czy Poirota. Autor skon­cen­tro­wał się na sza­rym żuciu rosyj­skich imi­gran­tów w nacjo­na­li­stycz­nym fiń­skim spo­łe­czeń­stwie, gdzie są oni trak­to­wani jako siła robo­cza naj­niż­szego sortu oraz źródło wszel­kiej prze­stęp­czo­ści. Vik­tor pro­wa­dzi uroz­ma­icone życie. Pra­cuje w branży budow­la­nej, działa tro­chę w han­dlu i stara się ode­rwać od mafij­nej prze­szło­ści, z którą jest wciąż mocno koja­rzony. Mimo prób w miarę uczci­wego życia, pierw­sze zawi­ro­wa­nia na nar­ko­ty­ko­wym rynku ścią­gają mu na głowę zarówno poli­cję, jak i sta­rych znajomych.

Każdy ele­ment powie­ści, każdy jej boha­ter jest szary – nie­wy­raźny moral­nie. Poli­cjanci uwi­kłani są w brudne gierki, choć sta­rają się łapać tych złych. Mafii zależy na porządku i kon­troli tak samo jak na zysku. Sam Vik­tor pod przy­krywką legal­nej dzia­łal­no­ści pro­wa­dzi swoje ciemne inte­resy. Trudno jed­nak kogo­kol­wiek tu potę­pić,  tak samo jak  z kim­kol­wiek sym­pa­ty­zo­wać. Cho­ciaż Karppa wzbu­dza pewną sym­pa­tię, nie spo­sób stać za nim murem. Takie uka­za­nie rze­czy­wi­sto­ści spra­wiło, że byłem bar­dziej obser­wa­to­rem niż uczest­ni­kiem wydarzeń.

„Dobry brat, zły brat” ma w sobie pewną war­tość edu­ka­cyjną. Nie mia­łem do tej pory poję­cia, że kon­takty fińsko-​​rosyjskie są aż tak skom­pli­ko­wane. Mar­tin Ronka sporo miej­sca poświęca na uka­za­nie rela­cji pomię­dzy oboma naro­dami. Przed czy­tel­ni­kiem rodzi się obraz Fin­lan­dii dotąd nie zna­nej, innej od ste­reo­ty­po­wej, przy czym zde­rza się on z obra­zem bliż­szych nam Rosjan, wraz z ich pirac­twem, han­dlem na tar­go­wi­skach i prze­my­tem wszyst­kiego. Te dwa obrazy są mocno sprzeczne i ude­rza­jące – warte poznania.

„Dobry bart, zły brat” nie­wiele ma wspól­nego z kry­mi­na­łem. Co prawda w kilku miej­scach docho­dzi do nie­wiel­kich zry­wów akcji, ale te kilka ude­rzeń sen­sa­cji nie czyni. Tempo powie­ści jest leniwe, autor sku­pia się na dwóch odmien­nych od sie­bie spo­łe­czeń­stwach żyją­cych obok sie­bie. Z wielką sta­ran­no­ścią uka­zuje boha­te­rów, ich życie i pracę. Sam Vik­tor wyra­sta na ikonę łączącą dwa bie­guny. Stara się pogo­dzić Fin­lan­dię – swoją nową ojczy­znę z wyboru z poprzed­nią, Rosją –  która nie chce o nim zapomnieć.

Książkę mogę bez waha­nia pole­cić oso­bom lubu­ją­cym się w nie­spiesz­nych powie­ściach z lek­kim tłem kry­mi­nal­nym oraz oso­bom szu­ka­ją­cym sen­sa­cji z moc­nym socjo­lo­gicz­nym akcen­tem. „Dobry brat, zły brat” nie powi­nien mi się podo­bać. Akcja się wle­cze, fabuła jest sche­ma­tyczna, a boha­te­ro­wie wywo­łują anty­pa­tię. Cho­ciaż fakty prze­ma­wiają na nie­ko­rzyść, niech mi ktoś wytłu­ma­czy, dla­czego nie potra­fi­łem tej książki odło­żyć w spo­koju, czy­ta­jąc nawet przy jedze­niu i w nocy.

Wydawca: Czarne

Ilość stron: 224

Data wydania: czerwiec 2011

Moja ocena: najlepiej smakuje z papierosem i kawą.

*cytat z okładki

Recenzja napisana dla portalu bookznami.pl. Polecam i zapraszam!

Stooosik:)

Czołem!

Przedświąteczne okoliczności około remontowe, nie pozwalają mi za bardzo na cokolwiek innego. Dlatego dzisiaj będzie stosik:) Dawno już się nie chwaliłem, paczuszki ostatnio spływały regularnie, więc czas najwyższy:

Bez zbędnych ceregieli wyrywkowo o wybranych pozycjach:

1. „15 blizn” – ponoć zbiór opowiadań grozy, w którym nasi twórcy miażdżą zachodnich. Jako niepoprawny patriota stwierdziłem, ze muszę to zobaczyć na własne oczy, po czym zgłosiłem sie i wygrałem ją u Avo Lusion🙂 Dzięki! To się nazywa siła przyciągania!

2. „Król złodziei” – dawno poszukiwana przeze mnie młodzieżówka. Wymiana.

3. Prokopy i Hołownie oraz „Do kropli ostatniej” – to zasługa Mikusia! Muszę przyznać, że w tym roku byłem wyjątkowo grzeczny, co przełożyło się bezpośrednio na idealnie trafione pozycje niespodziajkowe:)

3. „Podróże małe i duże” – Znak naprawdę daje czadu w tym roku. Wymiana z anek7🙂 Dzięki!

4. „Epic” – świetna książka oparta na MMORPG. Recenzja lada dzień:)

5. „Na psa urok” – nadażyła się okazja, więc postanowiłem sprawdzić. Wymiana z Fuzją🙂 Dzięki!

6. „Na wschód od Edenu” – biorę się za klasykę przez wielka K! Zakładka jak widać już w książce tkwi, co niepodważalnie świadczy o tym, że rozpocząłem proces pochłaniania treści. Efekt? Pychotka! Perełka:)

Cóż by tu jeszcze? Ilość wolnego czasu waha się ostatnio u mnie w granicach od zera do zero przecinek zero zero jeden, więc i recenzji za bardzo nie potrafię zapowiedzieć. Będzie na pewno „Epic” i „Dobry brat zły brat”. W przypływie weny może skrobnę coś dziecięcego:) Hasełka młody ostatnio miewa przednie, a ja je notorycznie zapominam:)

Pozdrawiam serdecznie!

„Kameleon” Rafał Kosik

Rafał Kosik to jeden z nielicznych polskich pisarzy s-f, któremu tworzenie powieści w tym gatunku naprawdę wychodzi. Po lekturze „Marsa” (2003) byłem przekonany o potencjale autora, „Vertical” (2006) tą tezę potwierdził, ale to jeszcze nie było „to”. Po przeczytaniu „Kameleona” (2008), długo siedziałem w ciszy. Kosik stworzył powieść kompletną, błyskotliwą, pełną metafor i odniesień to teraźniejszości. Warto!

„Na planetę Ruthar Larcke przybywa z misją ratunkową USS „Ronald Reagan”. Czterysta trzynaście lat wcześniej zaginął tu statek poszukujący planet do terraformowania. Załoga misji odkrywa kolejne zagadki: skąd na planecie odległej o sto dwadzieścia lat świetlnych od Ziemi kilkumilionowa ludzka społeczność? Czy jeden z członków załogi zaraził się obcą formą życia? I czy ich misja jest rzeczywiście misją ratunkową?”*

Pisząc o „Kameleonie” nie sposób pominąć nagród, jakie powieść zdobyła. Zajdel za 2008 rok, Sfinks 2008, nagroda Katedry „Fantastyka 2008”, czy nominacja Literackiej Nagrody im. Jerzego Żuławskiego – niewiele więcej można było ugrać na rodzimym rynku. Liczba wyróżnień przekłada się w tym wypadku bezpośrednio na jakość, zacznę jednak od początku.

Najnowsza z powieści Kosika wciąga od pierwszych stron. Początkowo miałem wrażenie, że będzie to typowo przygodowe s-f lekko zanurzone w klimatach space opery. Złudzenie to mija wraz z kolejnymi stronami, by w pewnym momencie wywołać reakcję w stylu: „Cholera! Co tu jest grane?!”. Fabuła powieści z prostej „przygodówki” szybko ewoluuje w wielowątkową opowieść z całą masą nawiązań i metafor. Do akcji wkraczają retrospekcje, które wprowadzają dodatkowy element zaskoczenia i pogłębiają złożoność historii planety Ruthar Larcke. Najlepsze jest jednak zakończenie…

Czytając „Kameleona” nasuwało mi się podobieństwo do przeróżnych antyutopijnych wizji, snutych przez Huxleya, Bradburego czy chociażby Zamiatina. Kosik poruszył jednak tą kwestię z nieco innej strony i nie bezpośrednio. Fabuła nie serwuje nam gotowych rozwiązań i obrazów, a jedynie wskazuje kierunek, w jakim opisane społeczeństwa będą zmierzać i jakie może mieć to skutki. Dla wielbicieli tego typu literatury, ta powieść to prawdziwa perełka.

Fabuła, chociaż gra niewątpliwie pierwsze skrzypce, nie przysłania pozostałych elementów składowych powieści. Ruthar Larcke jest oryginalne i nastrojowe. Niby prawie jak Ziemia, ale jednak nie do końca. Główni bohaterowie są zróżnicowani i charakterystyczni. Nie miałem problemów z ich imionami, nie myliły mi się postacie – to wielka zaleta. Akcja toczy się wciąż „do przodu”, ma swoje zrywy i zwroty, skutecznie trzymając przy książce do późnych godzin nocnych.

Najlepsze zostawiłem sobie jednak na koniec. 544 stronicowa powieść s-f, uhonorowana wieloma nagrodami, naprawdę fajnie wydana i warta każdych pieniędzy kosztuje na stronie wydawcy… 25,60,-! Dodam, że nie chodzi o wydanie kieszonkowe ale pełnowymiarowe 125×195 mm. Z ciekawości przeliczyłem sobie wartość jednej strony i wyszło mi, że wynosi ona niecałe 5 groszy.

„Kameleon” to literacki grande finale Rafała Kosika. Autor podniósł sobie niebywale poprzeczkę i czekam z wielką niecierpliwością na jego kolejną powieść. Książkę polecam wszystkim. Jest to typowy przedstawiciel fantastyki socjologicznej (social science fiction) – porusza problem ewolucji alternatywnych społeczeństw i zachowań międzyludzkich. Co za tym idzie, niewiele jest w niej techniki i opisów jej działania, a to przekłada się bezpośrednio na łatwość odbioru przez nieobytego z twardszym s-f czytelnika.

„Kameleonem” Rafał Kosik zajął u mnie honorową pozycję obok Orwella, Hinleina, Bradburego i Assimova. Polecam, zalecam i rekomenduję!

Polecam gorąco!

Wydawca: Powergraph

Ilość stron: 544

Data wydania: 2008

Moja ocena: najlepszy z Kosików

Recenzja napisana dla portalu Fantasybook. Polecam i zapraszam:)

*opis z okładki