Archive for the ‘ Antologie ’ Category

„Fatum” Piotr Rowicki

Piotr Rowicki to człowiek, który jest w stanie napisać chyba wszystko. Do tej pory czytałem zaledwie jedno opowiadanie kryminalne jego pióra, a ostatnio bliżej przyjrzałem się również i bajkom. Aż dziw bierze, że dwa tak różne bieguny jest w stanie połączyć postać jednego autora. „Fatum”, czyli najnowsza książką Pana Piotra, to zbiór opowiadań, których motywem przewodnim jest miasto, nie byle jakie zresztą i broń Boże przypadkowe, bo o samym Gdańsku mowa.

Na zbiór składa się 10 bardzo zróżnicowanych utworów. Każdy znajdzie tu coś dla siebie: kryminał, horror, groteska, humor… Niektórym z opowiadań trudno przypisać konkretny gatunek. Takie zróżnicowanie ma swoje zalety: dywersyfikacja poszerza grono potencjalnych czytelników. Ma to jednak i pewną wadę. Kiedy kończyłem jedno opowiadanie i zaczynałem kolejne, trudno było mi się przestawić na zupełnie inny gatunek literacki. Lekturze bardzo sprzyja czytanie „na raty”: śniadanko – opowiadanko – obiadek – opowiadanko – drzemka – opowiadanko…

Podczas czytanie, zupełnie ignorując nachalne gatunki literackie, na pierwszy plan wybija się wspomniany wcześniej Gdańsk. Rowicki przedstawia go czytelnikowi z kilku różnych perspektyw, posługując się kilkoma zupełnie od siebie różnymi warstwami społecznymi. Tak więc wcielimy się w postać pomocnika kucharza, by już kilka stron dalej oglądać tamtejszą rzeczywistość oczyma handlarza, próbującego zbić majątek na pomarańczach.

Po „Fatum” warto sięgnąć dla samego Gdańska. Opowiadania stanowią zaledwie środek, za pomocą którego Rowicki przedstawia czytelnikowi to historyczne miasto, wraz z jego zakamarkami i tajemnicami. Osobom zainteresowanym tym tematem, zbiór ten polecam bez wahania, obawiam się za to, że wielbicielom kryminałów w klasycznej formie, „Fatum” może nie podejść. Opowiadania są bardzo zróżnicowane i zaskakujące. Niektóre wręcz zostawiały mnie z rozdziawioną gębą („Czerwony kapturek” rządzi!). Jeżeli czujecie się na tyle elastyczni, by zagłębić się w mroczne zaułki „Wenecji Północy” i nie boicie się miszmaszu gatunkowego, to zbiór ten polecam.

Wydawca: Oficynka

Ilość stron: 230

Data wydania: sierpień 2011

Moja ocena: Gdańsk/10

„Przedśmiertny neuroleptyk” Kamil Czepiel

Kiedy brałem do ręki „Przedśmiertnego neuroleptyka”, nie wiedziałem za bardzo czego się spodziewać. Docierały do mnie jedynie informacje, że ta 63 stronicowa książeczka, to dzieło bardzo nieszablonowe i trudne do zdefiniowania. Okazało się to prawdą na tyle trafną, że już dobry tydzień głowiłem się, co o niej napisać i jak wysoko ocenić. Czy to dobrze, że tak skromne dzieło jest w stanie przez tydzień zmonopolizować moje myśli? Sądzę, że to dobry prognostyk.

„Przedśmiertny neuroleptyk” to zbiór 9 mini opowiadanek. Każde z nich jest inne, porusza odmienne tematy i reprezentuje różne nurty i gatunki literackie. W zdecydowanej większości są to utwory z pogranicza fantastyki. Całość, wielką i mroczną klamrą, łączy jednak motyw śmierci. Jest on wiodącym elementem w każdym z opowiadań. Za każdym razem pokazany jest z innej strony i w innej sytuacji.

Język pana Kamila jest jeszcze niewyrobiony. Czuć miejscami pewne sztuczności, które wybijają skutecznie z rytmu podczas czytania. Muszę jednak przyznać, że jak na debiut (który początkowo nigdy nie miał być publikowany) jest nieźle. Zdecydowanie widać potencjał autora w niektórych utworach. Na tym polu zdecydowanie wybija się drugie opowiadanko „Pozwól mi żyć”. Wyraźnie widać, że Czepiel daje radę na polu literatury wojennej. Od początku utrzymuje świetne tempo. Suspens trzyma nieprzerwanie, kule świszczą w powietrzu – to jest to!

Pozostałe utwory niestety nie są już tak dobre. Jeżeli miałbym wymieniać te lepsze to wyróżniłbym „Czarnego kruka” za mroczny klimat i to „coś”, „EL – MAL pierworodnego” za plastyczne sceny walk i „Złego Pana” za dialogi. Reszta mniej lub bardziej odstaje od poziomu. Co prawda da się je czytać, ale szczególnie ich długość nie pozwala wyczuć w nich większej wartości.

„Przedśmiertny neuroleptyk” to w zasadzie nie komercyjny zbiór opowiadań, a swego rodzaju portfolio autora. Mamy w nim do czynienia z maksymalnie urozmaiconymi utworami, które dają pewien pogląd na możliwości pana Kamila. Ta maleńka książeczka, ma szansę stać się za kilkanaście lat białym krukiem. W końcu każdy będzie chciał poznać debiutanckie opowiadanka błyskotliwego pisarza, autora kilku bestsellerów. Szansa na to jest wielka. Pozostaje jedynie trzymać kciuki.

Wydawca: RADWAN

Ilość stron: 63

Data wydania: marzec 2011

Moja ocena: 6/10

Recenzja napisana dla portalu Lubimyczytać.pl

„Zasłyszane w kiciu i gdzie indziej” Jeffrey Archer

Jaffrey Archer to pisarz, którego zawsze mijałem szerokim łukiem. Ostatnio jednak w moje ręce, zupełnie przypadkiem wpadła jedna z jego książek „Zasłyszane w kiciu i gdzie indziej”. Początkowo – za sprawą nietypowej szaty graficznej, nawet nie zorientowałem się, że mam do czynienia z Archerem. Po przeczytaniu pierwszej strony, opowiadania wciągnęły mnie na dobre. Zacznijmy jednak od początku.

„Zasłyszane w kiciu” to zbiór opowiadań złożony z dwunastu historyjek, zasłyszanych przez autora podczas jego pobytu w więzieniu. Jak łatwo można odgadnąć, każde z nich ma zabarwienie kryminalne, jako że opowiadane było przeważnie przez współ osadzonych więźniów. Niektóre z opowiadań zaskakują pomysłowością wyjętych spod prawa osobników, inne zaś łatwością z jaką można wejść w posiadanie gotówki.

Cała książka napisana jest ciekawym, plastycznym i dowcipnym językiem. Emocje towarzyszące nam podczas czytania ulegają częstym zmianom i – co ciekawe, często sympatią obdarza się samego kryminalistę. Ten nieco wywrócony system wartości dodaje dodatkowego smaczku, przez co opowiadania czyta się z rosnącą przyjemnością.

Nie sposób nie wspomnieć o samym wydaniu, które jest fenomenalne. Już okładka zdradza, że mamy do czynienia z nietypową pozycją. Kotek z cwanym spojrzeniem wita nas od pierwszych stron i przewija się do samego końca. Rysunki autorstwa Ronalda Seatle są wręcz genialne i jak żywo oddają postacie i sytuacje występujące w opowiadaniach. Całość wydrukowana jest na bardzo dobrej jakości papierze a obecności większych potknięć czy literówek nie stwierdziłem.

Nie będę rozwlekał tej recenzji w nieskończoność, bo byłoby to wodolejstwo. „Zasłyszane w kiciu i gdzie indziej” to świetny zbiór opowiadań, który w moim wypadku, zachęcił mnie do poznania innych książek Jeffrey Archera. Świetne wydanie, fenomenalne rysunki i błyskotliwa treść– czy te cechy nie są najlepszą rekomendacją dla książki? Polecam czytelnikom w każdym wieku. Wbrew napisowi na okładce, nie odnalazłem w niej treści, która zarezerwowana byłaby tylko dla osób dorosłych.

Dodam jeszcze na koniec, że książkę można dostać aktualnie w bardzo atrakcyjnej cenie w co lepszej księgarni lub Taniej Książce.

Polecam!

Wydawca: Prószyński i S-ka

Ilość stron: 320

Data wydania: 2007

Moja ocena: 9/10

„Enklawa. Wolski w shortach (2)” Marcin Wolski

Marcina Wolskiego znają chyba wszyscy. Stworzył on liczne słuchowiska w Polskim Radiu, pisuje min dla Wprost i Gazety Polskiej a swego czasu współtworzył satyryczny program telewizyjny Polskie ZOO. Jest on znany również jako twórca literatury fantastycznonaukowej, za co trzykrotnie nominowany był do Nagrody im. Janusza A. Zajdla. Jego zbiór opowiadań „Enklawa. Wolski w shortach (2)”, to lektura co prawda już nieco wiekowa, bo licząca sobie miejscami ponad 33 lata (tyle liczy sobie tytułowa minipowieść), jednakże nad wyraz aktualna. Czym mnie urzekła? Zapraszam do lektury!

Zbiór składa się w przybliżeniu z trzech części. Pierwszym jego elementem jest tytułowa powieść (nowelka?) „Enklawa”, po niej znajdziemy dział „Baśnie dla bezsennych”, czyli sześć opowiadań o tematyce zbliżonej do science fiction. Książkę zamykają „Horrory na późne wieczory” – osiem króciutkich opowiastek z często mocno ironicznym i niejednoznacznym przesłaniem. Niejako w postaci bonusu na 255 stronie znajduje się jeszcze opowiadanie „Party”, które nijak ma się ani do fantastyki ani do s-f, jednak jest tak genialne, że cieszę się niezmiernie, iż dane mi było go przeczytać. Tyle jeżeli chodzi o zawartość zbioru. Przejdźmy teraz do esencji, czyli do treści.

„Enklawa” to historia opowiadająca o bliżej niesprecyzowanej przyszłości. Akcja toczy się nieokreślonym miejscu i opowiada o pewnym proroku – geniuszu i naukowcu Jeremiaszu, który na dachu wieżowca urządził sobie dziewiczą oazę – Enklawę. Na wysepce tej, wskutek zamachu, ląduje potentat i milioner imieniem Walter. Okazuje się, że jej opuszczenie jest niemożliwe i nasz bohater zmuszony jest poznać bliżej wspomnianego Jeremiasza. Jednocześnie super tajny agent Tim wraz z ekipą, tropią grupę religijnych separatystów. W pewnym momencie do zabawy dołącza jeszcze siedemnastoletnia Zuzia, szukająca silnego męskiego ramienia, tajemniczy Piętaszek i ninja Nakayama.

W „Enklawie” odnalazłem dużo punktów wspólnych z „Nowym wspaniałym światem” Huxleya, który w powieści Wolskiego nie jest ani nowy ani tym bardziej wspaniały. Przedstawione realia autor opierał – jak sam przyznaje, na swoim wyobrażeniu zachodu (powieść pisana była w 1977 roku) i w zamyśle miała być to karykatura naszego rodzimego PRL-u. Efekt tego eksperymentu okazał się niesłychanie ciekawy, trafiony i wręcz proroczy. Aktualność treści „Enklawy” zaskoczy jeszcze zapewne niejednego czytelnika. Przesłania, które wyłaniają się po skończonej lekturze, są dobitne i co najcenniejsze – zmuszają czytelnika do zastanowienia się nad tą z pozoru banalną historią.

Środek książki wypełniają „Baśnie dla bezsennych”, czyli sześć opowiadań niezwykle zróżnicowanych gatunkowo. Wśród nich znajdziemy zarówno kryminał, sensację (zabarwioną politycznie) czy (w przewadze) science fiction. Nie wyróżnię żadnego z nich, ponieważ nie da się tego zrobić bez szkody dla pozostałych. Poziom wszystkich opowiadań jest równy a co najważniejsze – bardzo wysoki. Można wyraźnie wyczuć w nich satyryczne zacięcie Wolskiego. Są one przerysowane, często wyraźnie pisane z przymrużeniem oka a rzeczywista ich treść kryje się nieco głębiej pod słowami. Rozsmakowałem się w tych opowiadaniach.

Dochodzimy powoli do końca, więc jeszcze słów kilka o „Horrorach na późne wieczory”. W tym wypadku mamy do czynienia z krótkimi opowiadankami (maksymalnie kilkustronicowymi), o tematyce równie zróżnicowanej co w „Baśniach dla bezsennych”. Chociaż są zaledwie zalążkiem większej opowieści, nie ustępują w niczym niejednej pełnoprawnej książce. Są błyskotliwe, pomysłowe i często dowcipne. Kręciłem z niedowierzaniem głową kiedy doczytywałem kolejne historyjki do końca.

„Enklawa. Wolski w shortach (2)” to kawał naprawdę solidnej literatury. Opowiadania zaskakują, są przemyślane i pełne podtekstów, zaś „Enklawa” to unikatowe ujęcie „Nowego wspaniałego świata” w ramy zachodnioeuropejskich realiów, widzianych z perspektywy socjalistycznej rzeczywistości. Najlepsze jednak jest to, że można czytać tę książkę jako zwykłą fantastykę i bez doszukiwania się analogii, bawić się równie wspaniale. Jedyne czego mogę sobie i Wam życzyć to by Solaris wydał „Wolskiego w shortach” w nowej poprawionej wersji w jakiejś odjechanej szacie graficznej i najlepiej na kredowym papierze!

Polecam!

Wydawnictwo: Solaris

Ilość stron: 315

Data wydania: 2004

Moja ocena: 8.5/10

„Szepty Dzieci Mgły i inne opowiadania” Trudi Canavan

Zapewne każdy fan twórczości pani Trudi Canavan, na pytanie o najbardziej oczekiwaną przez niego książkę, najpewniej odpowie „Szepty dzieci mgły”. W skrócie jest to zbiór pięciu niedługich opowiadań, wzbogaconych komentarzem autorki. Dla znających poprzednie książki pisarki zaskoczeniem może być tak konkretna, zbita forma powiastek. Czy książka wyjdzie obronną ręką z konfrontacji z wygłodniałymi fanami, nawykłymi do imponujących objętością kolejnych tomów fantastycznych sag? W mojej opinii nie tylko się wybroni a jeszcze rozbudzi apetyty!

„Lekka bryza musnęła moje uszy, szepcząc niczym głosy stłumione przez pałacowe mury.

Niczym szepty dzieci mgły…”

Jak już wspomniałem książka składa się z pięciu opowiadań. Są one zróżnicowane zarówno pod względem treści, gatunku a nawet – częściowo, formy. Sięgają one od typowej dla Trudi Canavan fantastyki spod sztandaru magii i miecza przez lekkie s-f kończąc na – zaryzykuję stwierdzenie, literaturze grozy. O ile pierwsze trzy opowiadania nie zaskoczyły mnie, to dwa ostatnie zostawiły mnie siedzącego z otwartą paszczą! Z tej strony po prostu tej pisarki nie znałem i cieszę się niezmiernie że poznać mogłem, żałując jednocześnie, że nie napisała żadnej powieści utrzymanej w tej konwencji.

„Poczuła ulgę (…) I zaraz potem poczucie winy (…) A następnie poruszyło się w niej coś.

Przerażenie.”

Pierwsze (tytułowe) opowiadanie „Szepty dzieci mgły” uhonorowane w 1999 nagrodą „Aurealis”, ukazuje historię czarodziejki o wdzięcznym imieniu Velarin Initha, wynajętej do ochrony karawany. Jest to pięknie napisana powiastka, jednak idealnie wkomponowana w krótką formę. „Szalony Uczeń”, czyli drugie spośród opowiadań, bazuje na świecie Czarnego Maga i przedstawia perypetie dwojga rodzeństwa – ucznia maga Tagina i jego siostry Indrii. Utwór ten pełen jest akcji i pędzi szybko do przodu, przystając jedynie na chwile spędzone z kroniką maga Gilkena. Trzecie z fantastycznych opowiadań – „Markietanka”, ukazuje nam losy pewnej pani do towarzystwa imieniem Kala. Perypetie jej śledzimy z oczy generała Reny’ego – dobrodusznego acz błyskotliwego doradcy króla Dalea.

„- Vorl jest jak miecz, którego używa się i wyrzuca, kiedy się stępi. Doradcy są niczym zwoje albo księgi – korzysta się z nich wiele razy. Nie uderzysz wroga książką i nie pójdziesz następnie radzić się miecza, prawda?”

Wyżej opisane utwory są świetne, aczkolwiek dopiero dwa ostatnie opowiadania okazały się prawdziwymi killerami. „Przestrzeń dla siebie” zaczyna się w formie pamiętnika. Dni uciekają szybko a fabuła wciąga czytelnika niepostrzeżenie w wir czasu. Autorka wyraźnie pokazała, że w temacie s-f również ma coś do powiedzenia. Z mojej strony dodam tylko że czekam na więcej. Ostatnie opowiadanie zatytułowane „Biuro rzeczy znalezionych”  to już zupełnie inna historia. Główną bohaterkę – Trinity, poznajemy w pociągu kiedy to robiąc skarpetki na drutach, zapomina się i w pośpiechu zostawia na siedzeniu swój parasol. Zupełnie realna z początku opowieść szybko zalewa nas tempem akcji – dosłownie.

„Postanowiła przesunąć stary regał w piwnicy, żeby zmieściło się tam więcej rzeczy. Za regałem ukryte były drzwi. Dziwne metalowe drzwi.”

Książka została pięknie wydana. Zaopatrzona w ładną sztywną oprawę z wysokiej jakości grubymi stronicami, które zostały estetycznie zadrukowane. Do pełni szczęścia brakowało mi jedynie jakichś grafik, tym bardziej że Trudi Canavan była (jest?) ilustratorką. Po każdym opowiadaniu znalazło się miejsce na  posłowie, w którym autorka wyjaśnia źródła inspiracji, i ich historię oraz inne elementy towarzyszące tworzeniu danego utworu. Brawa należą się tez tłumaczce pani Agnieszce Fulińskiej, która musiała włożyć sporo pracy, by język opowiadań robił wrażenie tak dopracowanego. Cena książki wynosi 29,90. Mimo stosunkowo mało obszernej zawartości, jej bogactwo i jakość samego wydania w moich oczach w pełni usprawiedliwiają wydatek tych trzech dych.

„Maszyna wciągnęła, a potem wypluła jej bilet z hałasem zbyt ciężkim i głośnym jak na obsługę czegoś tak małego.”

Cóż, przyszedł czas na podsumowanie. Fanów twórczości Trudi Canavan zachęcać zapewne nie muszę, a wszystkich pozostało gorąco zapraszam do lektury „Szeptów dzieci mgły”. Niezdecydowani po zapoznaniu się z tym zbiorem na pewno zechcą bliżej poznać twórczość autorki. Opowiadania są świetnie napisane, czyta się je jednym tchem a całości dopełniają komentarze pisarki. Prawdziwa gratka dla każdego, nie tylko dla wielbicieli pióra pani Canavan. Ksiązka ma tylko jeden minus, ale za to poważny – bardzo szybko się kończy, a chciało by się by opowiadania trwały i trwały…

Polecam!

Wydawca: Galeria Książki

Ilość stron: 201

Data wydania: 10 listopad 2010

Moja ocena: 9/10

Recenzja opublikowana wcześniej na portalu Fantasy Book

„Mogliby w końcu kogoś zabić” Łukasz Śmigiel, Piotr Rowicki, Agnieszka Szczepańska, Katarzyna Gacek, Jacek Skowroński, Artur Górski, Ewa Ostrowska, Adrianna Ewa Stawska, Katarzyna Rogińska, Piotr Schmandt

Antologia opowiadań o tematyce kryminalnej była dla mnie małą zagwozdką. Jak napisać recenzję która oddaje klimat książki a jednocześnie wskazać jej najmocniejsze punkty? Zaryzykowałem taką oto formę:

Ciemna barczysta sylwetka, niczym cień, majaczyła w bramie. Chodnikiem wprost ku niej zbliżał się mężczyzna w długim ciemnoszarym płaszczu. Spod pachy wystawało mu niewielkie prostokątne zawiniątko.
– Masz? – Zapytała Cień.
– Mam. – Odparł facet w płaszczu podając pierwszemu paczuszkę. – Świeży egzemplarz. Dopiero co z drukarni wyszedł.
– Jaki to ma tytuł?
– „Mogliby w końcu kogoś zabić” – sapnął ten drugi – Nie mów, że nie słyszałeś? Głośno o niej ostatnio.
– Coś słyszałem. Naprawdę taka dobra jak o niej mówią? – Dopytywała ciemna sylwetka.
– Jakby nie była dobra to jak myślisz, przyniósłbym Ci ją dzisiaj? – lekko zirytował się drugi.
– Ok. Wolę się upewnić. Nie lubię tracić czasu na mdłe czytanie. – bronił się ten pierwszy – Ile tych opowiadań tam upchali koniec końców?
– Dyszkę. Każde inne. Dla każdego coś się znajdzie. Jest klasyczny kryminalik jak „Zbrodnia w bibliotece”, trochę psychologii w „Czterech ścianach Agnieszki”, nawet historyczne opowiadanie tak modne ostatnio wcisnęli.
– Hm. – zaciekawiła się ciemniejsza sylwetka – A jakiś mocniejszy akcent tam znajdę? Znasz mnie. Lubię takie.
– Wiedziałem, że zapytasz! – W głosie szarego płaszcza dało się wyczuć nutkę tryumfu. – „Noc wszystkich trupów”, zapamiętaj ten tytuł, Łukasz Śmigielski napisał, zdawałoby się specjalnie dla Ciebie to opowiadanie.
– Z tego co mówisz wyłania mi się nierealny obraz ideału. – dziwił się – Żadnej wpadki nie zaliczyli w całej antologii.
– Nie no wiesz, tak dobrze nie ma. – skonfundował się drugi – W sumie może nie wpadka ale opowiadanie „Kraina czarów Alicji Nowak”, nijak nie pasuje do całości. Ni to kryminał ni sensacja. Cóż jednak, że nie pasuje do kanonu jak i tak czyta się dobrze.
– Polecasz i polecasz a wiesz, że jeżeli mi się nie spodoba to Ci głowę urwę? – zagroził nie do końca żartobliwie cień.
– Słuchaj facet! Masz tu w każdym prawie opowiadaniu fenomenalnie wręcz wykreowane wyraziste postacie. Dawno tak się z bohaterami nie zżywałem, masz różnorodność od thrillera przez horror po dramat wręcz a wszystko w sosie kryminalnym. – facet w szarym płaszczu podniósł głos. – Zaskoczy Cię na pewno tez niejedno rozwiązanie wątku a usatysfakcjonuje reszta. Skończ marudzić, idź i czytaj bo nie Ty jeden ją ode mnie chciałeś pożyczyć. Zresztą pewnie łykniesz ją szybko bo wchodzi gładko a i spać tak łatwo nie pozwoli.
– Dobra dobra już się nie wściekaj. – skapitulował mężczyzna w bramie – Na kiedy ją chcesz z powrotem?
– Na wczoraj Kochany, na wczoraj… – rzucił przez ramie drugi oddalając się zwinnie chodnikiem.

Polecam!

Co sądzicie o formie? Zapraszam do komentowania!

Wydawca: Oficynka

Ilość stron: 320

Data wydania: lipiec 2010

Moja ocena: 7.5/10