„Ostatnia z dzikich” Trudi Canavan

Po przeczytaniu Kapłanki w Bieli miałem wrażenie jakby skończył oglądać brazylijski tasiemiec a z półki patrzyła na mnie Ostatnia z Dzikich i straszyła podobnymi „emocjami”… tym razem może produkcji argentyńskiej?

Przestraszony tą perspektywą zrobiłem sobie przerwę w postaci kilku „szybszych” lektur. Po przeczytaniu II tomu trylogii Ery Pięciorga stwierdzam, że mogłem sobie zadawkować jeszcze jedną „szybszą” nim zagłębiłem się w świat Ithanii po raz drugi.

Ostania z Dzikich jest dokładną kontynuacją akcji z pierwszej części, jednak tym razem pani Canavan ciągnie fabułę równocześnie dla Cyrklian i Pentadrian wyjaśniając po drodze wszystkie niejasności narosłe po przeczytaniu I tomu. Prócz tej nowości pojawia się również sporo wątków początkowo mocno nużących z czasem jednak nabierających ,razem z rozwojem akcji, rumieńców.

W tym momencie wypada mi wspomnieć o największej bolączce Ostatniej z Dzikich. Autorka od samego początku wprowadza sporo nowego. Co za tym idzie jest zmuszona wprowadzać czytelnika w ten jakby zupełnie nowy świat. Praktycznie jedyny niezmieniony wątek to piątka Białych czy, jak ja pozwalam sobie to nazywać wątek Cyrkliański. Te wprowadzenia właśnie ciągną za sobą dłużyzny i nudę. Dopiero gdzieś w połowie książki wszystkie nici fabularne zaczynają się powoli przeplatać i zaczyna się coś dziać.

Podobnie jak I tom, tak i tutaj należy pochwalić Trudi za wspaniale wykreowany świat. Jest on niebanalny i kompletny bez słabych punktów czy nielogiczności. Przyjemnie się czyta i śledzi losy podróżujących bohaterów. Morza, lasy, góry… w tej książce jest wszystko czego można zapragnąć. Czuć sól morską, zacinający śnieg czy wilgoć lasu, tak sugestywny potrafi być język autorki.

Po przeczytaniu II części mam takie wrażenie jakby ta seria była raczej przeznaczona dla płci piękniejszej. Sporo jest tu miejsca na rozterki uczuciowe, analizę zachowań, wyrzuty sumienia… coś jakby nieśmiały romans w klimatach fantasy. Jeśli jednak się przez to przebrnie to pozostaje… no właśnie w sumie niewiele pozostaje. Zaokrąglając w górę, z sympatii do głównej bohaterki, powiedzmy że 50 stron jakiejś akcji, reszta to wyżej wspomniane wywody.

Sęk w tym, że te 50 stron akcji zostało skumulowane w samej końcówce książki. Czytałem Ostatnią z Dzikich momentami z rozpaczą, aż tu nagle na 200 stron przed końcem coś się zazębiło i „ruszyłem” do przodu połykając kolejne strony. Tak się właśnie czyta ten II tom… czytelnik zostanie wystawiony na próbę a gdy ją przebrnie dostanie nagrodę:)

Miałem już rzucić w kąt Erę Pięciorga. Byłem na to zdecydowany. Jednak to co zrobiła Ostania z Dzikich daje nadzieję, że Głos Bogów da kopa całej trylogii. Jednak nim się o tym przekonam najpierw kilka „szybszych”… tak na wszelki wypadek;)

Wydawca: Galeria Książki

Liczba stron: 648

Rok wydania: 2009

Moja ocena: 4/10

„Kapłanka w bieli” Trudi Canavan

„Kapłanka w bieli” jest pierwszą książką pani Canavan z jaką miałem do tej pory styczność. Przy zakupie zaskoczyła mnie troszeczkę objętość powieści. Od razu w mojej głowie zrodziło się porównanie to Trylogii Tolkiena. Całkowicie fantastyczny świat, sporo magii, pojawiają się i jednoczą siły dobra i siły zła… no, ucieszyłem się, czeka mnie niezła uczta.

Początek jest niezły, powolny co prawda, jednak ciekawie i konsekwentnie akcja toczy się do przodu. Sama konstrukcja na jakiej autorka oparła historię jest poprawna i pozbawiona nielogiczności, przynajmniej mnie nigdzie nie uderzyła żadna. Właśnie tutaj mam chyba największy zarzut dla tej książki. Cała akcja jest poprawna i „się toczy”, nie gna, nie zaskakuje, nie grzeje krwi… po prostu się toczy. Zabrakło w tym wszystkim jakiejś dynamiki. Kosztem odchudzenia tomu o dajmy na to 100 stron, można było skumulować w jakiś sposób akcję.

Świat stworzony przez T. Canavan jest ciekawy, wiarygodny i pełen kontrastów w postaci zamieszkujących go ras. Naprawdę fajnie się czyta opisy niebanalnych postaci zamieszkujących Ithanie. Autorce w tym względzie naprawdę niewiele zabrakło do mistrzowskiej klasy. Jest to najmocniejsza strona I tomu Ery Pięciorga.

Podsumowując książka zdecydowanie warta przeczytania, jednak polecam zabrać się za nią mając sporo wolnego czasu i dobrze radzę nie mieć innych alternatyw dla niej ponieważ leniwe tempo powieści może zniechęcić mniej cierpliwego czytelnika. Ja przy niej bawiłem się dobrze, potrzebowałem akurat takiej przystępnie napisanej relaksującej powieści. To właśnie najlepsze określenie pasujące do Kapłanki – powieść relaksacyjna. Mimo tego nie było momentu, żebym miał ochotę książkę odłożyć na półkę, jakaś delikatna magia jednak z niej promieniuje i przyjemnie wieczorkiem sobie z nią usiąść.

Na zakończenie napiszę jeszcze, że chociaż mam na półce II tom Ery pięciorga to jednak nie od razu się za niego zabiorę. Perspektywa kolejnych leniwych 700 stron jednak trochę mnie odstrasza, nim się za nią zabiorą muszę zrobić sobie jakiś „szybszy” przerywnik.

Wydawca: Galeria Książki

Liczba stron: 688

Rok wydania: 2009

Moja ocena: 5/10