Posts Tagged ‘ Tris ’

„Kroniki Czarnoksiężnika III: Mroczna Ostoja” Gail Z. Martin

Z sagami fantasy bywa różnie. Jedne zaczynają się mocnym pierwszym tomem, a później ich forma spada. Inne dłużą się i wloką, aż do finału, który poraża rozmachem. Mniej jest w miarę równych serii, lub takich z niewielkim spadkiem formy. Najrzadziej jak dotąd spotykałem  się z sytuacją, kiedy forma autora z tomu na tom rośnie. III tom Kronik Czarnoksiężnika zatytułowany „Mroczna Ostoja”, to kolejna a zarazem najlepsza część przygód Trisa i jego przyjaciół.

„Mieszkańcy Mrocznej Ostoi odczuwają efekty rządów terroru Jareda Uzurpatora, które zagrażają stabilności Zimowych Królestw. Siły nieumarłych występują przeciwko lordowi Jonmarcowi z Mrocznej Ostoi w walce o władzę pomiędzy śmiertelnikami a vayash moru. Niektórzy vayash moru nie są zachwyceni tym, że do dworu powrócił lord-śmiertelnik. Jonmarc musi zdobyć zaufanie śmiertelnych mieszkańców Mrocznej Ostoi, prowadząc jednocześnie niebezpieczną polityczną grę z zamieszkującymi ją vayash moru.”

„Mroczna Ostoja” to świetna powieść fantasy – co do tego nie mam żadnych wątpliwości. Pani Gail Martin wykorzystała swój potencjał, o którym dawała znać w poprzednich dwóch tomach. Dzięki temu książka przede wszystkim jest bardzo dynamiczna. W poprzednich tomach, spory nacisk położono na rozwój postaci i tła fabularnego, co miejscami powodowało spadki napięcia i tempa. III tom żyje już własnym życiem, nie trzeba nikogo przedstawiać, akcja więc swobodnie toczy się z rosnącą prędkością, nieprzerwanie niczym śnieżna kula tocząca się z góry. Wiadomo, że taka rozpędzona kula, może powodować lawinę…

… i powoduje! Kiedy strona za stroną zanurzałem się w świat Zimowych Królestw, zostałem dosłownie zasypany fabułą. Niewielkie wydawałoby się problemy każdej ze stron z czasem zaczynają się ze sobą zazębiać i potęgować. Jednocześnie decyzje polityczne blokują poczynania poszczególnych frakcji, wewnętrzni wrogowie i szpiedzy nie lekceważą swoich zadań a na dodatek z magią zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Dzieje się naprawdę dużo. Jeżeli istnieje czytanie biegiem, to na pewno w „Mrocznej Ostoi” – zadyszki można dostać.

Gail Martin dała czadu! III tom przygód Trisa czyta się piorunem, świat nareszcie robi wrażenie potężnego i złożonego, do tego doszły sceny batalistyczne z prawdziwego zdarzenia – napisane z rozmachem i polotem. O postaciach pisałem już wcześniej – pod tym względem jest bardzo dobrze. Jedna rzecz mnie jednak wkurza! Jak można, no jak, zakończyć tom w taki sposób, że z żalu miałem ochotę wyć! Chcę kolejny tom, najlepiej tu i teraz zaraz natychmiast, migiem i w tej chwili! Zachęcam wszystkich do sięgnięcia po Kroniki Czarnoksiężnika. Po lekturze III części nie mam już najmniejszych wątpliwości, że warto poznać Zimowe Królestwa bliżej.

Polecam!

Recenzja tomu I: „Przywoływacz Dusz”

Recenzja tomu II: „Krwawy król”

Wydawca: Dwójka bez Sternika

Ilość stron: 496

Data wydania: 13 styczeń 2012

Moja ocena: 9/10

PS. Warto kliknąć w okładkę, by bliżej się jej przyjrzeć. Moim zdaniem jest naprawdę fajna.

PS2. Dziękuję wszystkim za życzenia! Nowy rok okazał się być zapracowanym skurczybykiem i zabiera mi 95% wolnego czasu. Będę się jednak od czasu do czasu pojawiał – spokojna głowa;)

Reklamy

„Przywoływacz Dusz” Gail Z. Martin

Przypomnijcie sobie dowolną trylogię Trudi Canavan. Dobra fantastyka, jednak rozwlekła i momentami nużąca niepotrzebnymi dłużyznami. Co jednak by się stało, jeżeliby nad nią nieco popracować? Wytnijmy więc niepotrzebne elementy i zastąpmy je akcją rodem z Wegnera czy Grzędowicza. Co nam z tego wyjdzie? „Przywoływacz dusz”, czyli pierwszy tom Kronik Czarnoksiężnika autorstwa debiutującej w Polsce Gail Z. Martin. Czy powieść da radę konkurować z wielkimi nazwiskami ze świata fantasy? Odpowiedź nie jest jednoznaczna.

Fabularnie „Przywoływacz” niczym specjalnym nie zaskakuje. Głównym bohaterem jest książę, sir Martris Drayke, drugi syn króla Bricena z Margolanu. Na skutek tragicznych zajść, za którymi stoi jego starszy brat Jared, Tris odkrywa w sobie rzadki talent magiczny. Nie będzie jednak dane mu pogłębiać swoich nowo odkrytych umiejętności, ponieważ Jared wraz z mrocznym magiem Arontalą, próbują go zgładzić na wszelkie możliwe sposoby. Wraz z kilkoma przyjaciółmi udaje mu się jednak zbiec z zamku i tak zaczyna się długa i niebezpieczna podróż w poszukiwaniu odpowiedzi i zemsty.

Gail Martin stworzyła historię, która jest wręcz do bólu schematyczna, a mimo to wciąga jak bagno i nie pozwala o sobie zapomnieć. Mimo swojej niemałej objętości, powieść po prostu połknąłem wraz ze smakowitą okładką z szybkością światła. Odpowiedzialne za taki stan rzeczy jest wysokie tempo narracji. W książce bardzo rzadko zdarzają się jakiekolwiek przestoje. Akcja goni akcję, a wolne przestrzenie pomiędzy, wypełniają liczne pojedynki na miecze lub magię.

Fabuła popychana jest do przodu głównie za pomocą dialogów. Ograniczyło to znacznie ilość opisów, które zostały objętościowo zredukowane, kiedy jednak już się pojawiają, przedstawiają często wspomnianą walkę, bądź magiczne potyczki Trisa z duszami. Warte wspomnienia są szczególnie te drugie fragmenty. Ich dynamika oraz  wyrazistość i naturalność jest tak wielka, że dosłownie pochłania się je hurtowo strona za stroną bez wytchnienia. Dawno już nie czytałem książki fantasy, w której magia zostałaby przedstawione w tak… magiczny sposób. Na myśl przychodzi mi jedynie, czytana wieki temu seria Ziemiomorze pióra pani Ursuli.

Wspomniałem już wcześniej, że fabuła „Przywoływacza dusz” nie powala na kolana oryginalnością. W czym więc tkwi tak wielka siła przyciągania tej książki? Wiadomo nie od dziś, że sama akcja nie da sobie przecież z tym rady. Wydaje mi się, że książka ma po prostu w sobie to „coś”. Jest wiele bardzo dobrych książek, jednak jedynie nieliczne potrafią zmusić mnie do czytania w nocy kosztem snu. Tej powieści się to udało (i to nawet kilka nocy z rzędu), za co jestem jej niezmiernie wdzięczny, ponieważ przypomniały mi się czasy, kiedy ślęczałem z wypiekami nad książkami do samego rana.

Krótko o wydaniu. Za 39,- dostajemy ponad 570 stron bardzo dobrej fantastyki w klasycznym wydaniu, wydrukowanej na przyzwoitym papierze. Książka jest „miękka”. Oznacza to, że otwarta i położona na biurko, nie zamyka się sama (czyli nie trzeba jej trzymać przez cały czas). Po raz pierwszy od dawna, podczas czytania tak grubej książki, nie złamałem grzbietu. To chyba samo przez się świadczy o jakości wydania. Trudno też nie wspomnieć o okładce, która jest bardzo klimatyczna i udanie oddaje treść powieści, mogłaby być jednak nieco lepsza jakościowo.

Jak więc wygląda sytuacja „Przywoływacza dusz” na tle konkurencji? Zaryzykuje stwierdzenie, że książka znajdzie sobie bez problemu swoje miejsce . Pierwsza część przygód Trisa, ma cechy doskonałej powieści fantasy. Świetny, złożony świat z kilkoma księstwami, magią i odwiecznym złem. Do tego zróżnicowani bohaterowie, zalążek uczuć pomiędzy nimi i dylematy z jakimi muszą się zmierzyć. Na ich drodze stają przeszkody, których ilość i różnorodność wydaje się być nieograniczona. Niebagatelnym atutem jest też spora dynamika walk, zarówno tych klasycznych jak i magicznych. Ten piękny obraz psuje niestety mocno sztampowa fabuła, która jednak (o dziwo) nie zniechęciła mnie, a nawet z czasem przestała przeszkadzać.

Mam nadzieję, że pani Martin pójdzie za ciosem i kolejne części Kronik Czarnoksiężnika, wykorzystają mocne fundamenty stworzone przez „Przywoływacza dusz”. Jeżeli tak się stanie, pani Canavan (i kilku innych uznanych autorów), może mieć nowego, niesamowicie mocnego i groźnego konkurenta.

Polecam!

Wydawca: Dwójka bez sternika

Ilość stron: 571

Data wydania: kwiecień 2011

Moja ocena: 8/10